Olejnik rozpoczyna swój wywód:
Politycy mogą pleść co im ślina przyniesie na język - w przeciwieństwie do artystów, którym wolno mniej. Za słowa o naprutych winem i opalonych ziołami autorach Biblii Doda została skazana na karę 5 tys. zł grzywny. Uraziła uczucia religijne. Bo te w Polsce są najważniejsze. A polityk? Polityk może wszystko.
Ironizuje:
Pewna pani opowiedziała Jarosławowi Kaczyńskiemu o krótkiej liście zagrożonych (...). Prezes nie chciał zdradzić jej nazwiska ani osób zagrożonych. Prokuraturze też nie zdradzi, bo przecież jego wiedza jest tak przeogromna, że musiałby całymi dniami siedzieć w prokuraturze.
Dziennikarka przypomina:
Na liście zagrożonych był generał Sławomir Petelicki. Stał się on teraz bohaterem prawicy. A jeszcze niedawno gen. Petelicki opowiadał w wywiadzie dla "Playboya" o czarnej liście PiS, na której on sam widniał.
Kończy słowami:
Prawicy pozostaje pisanie testamentów, że czują się zdrowi i nie zamierzają popełnić samobójstwa. To żałosne. Lemingi wierzą w samobójstwo, a patrioci w zabójstwo.
A w co wierzy Monika Olejnik?