Paweł Lisicki w felietonie, który możemy znaleźć na uwazamrze.pl, wyraża obawę, że wśród codziennych niedorzeczności umyka „to, co naprawdę złowrogie, fatalne, niszczące. A to się właśnie wydarza”. I odnosi się do postanowienia Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga stwierdzającej iż choć były nieprawidłowości, to nie ma cywilnych funkcjonariuszy odpowiedzialnych za katastrofę smoleńską. Lisicki pisze:
Naprawdę nie rozumiem. Czy to są prokuratorzy, czy małe dzieci? Rozumiem, że organy śledcze polskiego państwa przechodzą do porządku dziennego nad możliwą odpowiedzialnością za organizację lotu, w którym giną prezydent i kilkudziesięciu wysokich rangą przedstawicieli państwa, bo „funkcjonariusze publiczni nie działali w celu spowodowania katastrofy"? Pusty śmiech człowieka bierze. Naprawdę? To ma być badanie odpowiedzialności? Wystarczy, że urzędnicy kancelarii premiera, którzy w sensie formalnym przygotowywali wizyty, nie chcieli nikogo zabić, i koniec? Żadnych winnych? Nawet za „bałagan w papierach” nikt nie odpowie?
I podkreśla:
Prokuratorzy zachowali się tak, jakby prowadzili nie śledztwo w sprawie dotyczącej śmierci prezydenta i towarzyszących mu osób, ale wypadku drogowego, w którym co najwyżej doszło do drobnej stłuczki.
Lisicki przyznaje:
Sam już nie wiem, co o tym myśleć. Na trzeźwo i na jawie nie da się tego pojąć. Przecież wniosek, jaki płynie z takiego postanowienia prokuratury, jest oczywisty: a niech sobie bałagan trwa, a niech sobie chaos postępuje, niech wreszcie sobie samoloty spadają. Przecież między bałaganem w papierach a bezpieczeństwem związku brak. Doprawdy, to gorzej niż w najczarniejszych snach.
Po czym zauważa:
Nic dziwnego, że widząc takie poniżanie sprawiedliwości i godności państwa, wielu ludzi zaczyna myśleć, iż musi się tu kryć drugie dno. Niemożliwe – myślą sobie – żeby to tylko głupota, lizusostwo i strach. Niemożliwe, żeby coś się za tym nie kryło głębszego, jakaś tajemnica, zagadka, ba, spisek może. Rzeczywiście, gdyby ktoś chciał polskie państwo ośmieszyć, wyszydzić i popsuć, lepszych wykonawców niż śledczy z Pragi by nie znalazł.