Więcej szczegółów w tej sprawie przynosi trójmiejska „Gazeta Wyborcza”, której Wałęsa tłumaczy:
Spotkaliśmy się, jak mój syn leżał w szpitalu, zaprosił mnie wtedy do siebie i teraz skorzystałem z okazji. Odwiedziłem go w domu w Warszawie. Kiedyś staliśmy po przeciwnych stronach, ale dzisiaj mamy wolną Polskę i ja zamknąłem już tamten rozdział. I dlatego warto się czasami spotkać i pogadać. Zaprosiłem Jaruzelskiego do siebie do Gdańska.
Pikanterii sprawie dodają wyjaśnienia posła Platformy Obywatelskiej przedstawianego przez dziennik jako „przyjaciel domu Wałęsów”:
Lechu pojechał zobaczyć Mietka Wachowskiego, który jest bardzo chory i przy okazji odwiedził też Wojciecha Jaruzelskiego.
I choć zaznacza:
Ja bym osobiście do Jaruzelskiego nie pojechał, bo nigdy z nim nie rozmawiałem i siedzieć z nim przy Okrągłym Stole tez nie chciałem. Ale Lechu z generałem zawarł przy Okrągłym Stole porozumienie i właściwie oni obaj doprowadzili do tego, że mamy dziś wolną Polskę. Mnie ich takie spotkanie po latach nie oburza. To tylko oznacza, że żyjemy w normalnym kraju, w którym dawni przeciwnicy polityczni mogą się spotkać prywatnie i porozmawiać. Jak to mówi Lechu - jesteśmy dziś bliżej niż dalej.
Kiedy „polityczni przeciwnicy” stali się zaprzyjaźnionymi sojusznikami? Daty dziennej nie podejmujemy się określać, wiemy jedynie, że niegdysiejszy przywódca „Solidarności” woli dziś chyba jadać z szefem junty niż z jego ofiarami.