Janinie Paradowskiej i Magdalenie Środzie nie podoba się opinia Marka Magierowskiego, który w artykule z "Plus Minus", weekendowego dodatku do "Rz", skrytykował parytety.

Magierowski pisze:

Epidemia parytetów szerzy się szybciej niż epidemia wściekłych krów, świńskiej grypy i SARS razem wzięte. Dotarła także do Polski. Feministki przy wsparciu europejskich postępowców przeforsowały już kwoty na sejmowych listach wyborczych. Rządząca Platforma Obywatelska wspiera ich dalsze radykalne żądania. Gabinet Donalda Tuska nie tylko nieoficjalnie wsparł już ideę parytetów dla pań w prywatnych spółkach, ale też wydelegował na Kongres Kobiet kilkoro ministrów i wiceministrów.

Paradowska skomentowała na łamach "Polityki":

Cóż za elegancja sformułowań... Ale o co chodzi? O damską "epidemię" parytetów w gospodarce zwłaszcza w spółkach. Widać panowie umierają ze strachu, aby ich prof. Środa ze spółek nie pogoniła.

Natomiast Środa w swoim felietonie w "Gazecie Wyborczej" pisze:

Magierowski jest zwolennikiem metod naturalnych (i w życiu społecznym, i - zapewne - biologicznym). I tak: obsadzanie stanowisk członkami rodziny, kolesiami partyjnymi, przyjaciółmi ze studiów i "od kieliszka" wydaje mu się czymś naturalnym i uzasadnionym, a wspieranie kobiet (czarnoskórych, Indian etc.) czymś sztucznym i nieuzasadnionym.

Dziwne, że wizję Magdaleny Środy o parlamencie złożonym w większości z posłanek skrytykowała właśnie Janina Paradowska.