Jeśli ktoś po krótkich wakacjach od internetu otworzyłby dziś Facebooka lub Twittera, mógłby pomyśleć, że w Polsce doszło do kolejnego rozbioru lub co najmniej przejęcia władzy przez faszystów.
"Prawicowy pucz w Sejmie" - oznajmia Leszek Miller.
"Żenada:/ Wstyd mi za kolegów i koleżanki w Sejmie (...) To wielki błąd " - napisała Agnieszka Pomaska z PO
"Dziś przegrał Nowy Porządek Świata" - zatryumfował Samuel Pereira
"Zwyciężył ciemnogród i kołtun" - zagrzmiał Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota.
Jak jednak wiemy, nie było ani zaborów, ani puczu (Leszkowi Millerowi polecamy słownik języka polskiego), tylko Sejm - głosami prawego skrzydła PO - odrzucił po prostu ustawy o związkach partnerskich. Ale polska polityka nie byłaby polską polityką, gdyby każdej podobnej sprawie nie towarzyszyło tradycyjne rozedrganie.
Dlatego wierni premierowi politycy PO układają "listy wstydu" swojej partii i deklarują swój wstyd za nich (Agnieszka Pomaska, Cezary Tomczyk), John Godson nazywany jest "rasistą" i "reakcjonistą", a Jarosław Kuźniar mówi, że PO "ma dziś twarz posłanki Pawłowicz". Czyli w kraju bez zmian.