Muszę powiedzieć, że nie rozumiem tych wszechobecnych dziś głosów obwieszczających dzisiejszy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie za wielką porażkę Janusza Palikota.
Tomasz Machała pisze na przykład w Natemat.pl:
Palikot leży krzyżem. Znów nie wyszło. Znów klapa poprzedzona wylaną rzeką słów. Od dłuższego czasu partia Palikota nie umie niczego zmienić w sukces.
Jego zdanie zdaje się podzielać Krzysztof Gawkowski, rzecznik SLD: Taka decyzja sądu to klęska Twojego Ruchu i Janusza Palikota, który w 2011 obiecywał legalizację marihuany, zdjęcie krzyża, ustawę o związkach partnerskich i wciąż niczego nie dokonał. W końcu nawet partyjny kolega Palikota Armand Ryfiński nie jest zadowolony z wyroku i w swoim stylu, ironicznie (na tyle, na ile umie) skwitował werdykt sędzi Jefimko.
Sąd stwierdził, że w Polsce krzyż jest symbolem tożsamości państwowej! Może wprowadzimy Pismo Święte zamiast nieprzesterzeganej Konstytucji?
Nie rozumiem tych reakcji, bowiem w rzeczywistości wyrok sądu - i jego uzasadnienie, że "krzyż jest nie tylko symbolem religijnym, ale także kultury i tożsamości", oznacza, że po wielu ciężkich latach oczekiwań, sąd w końcu przyznał Januszowi Palikotowi rację - i to stosując niemal tę samą argumentację. Proszę zobaczyć:
(Youtube, kanał prawicowyinternet)
Ale co to? Czyżby nawet Palikot nie był zadowolony ze swojego zwycięstwa?
Idziemy po krzyż do Strasburga! Prawa trzeba przestrzegać! Nie odpuścimy!