Jedną z nich jest gra na trawie. Przekonanie o tym tkwi w głowie tenisistki od dawna, wzięło się z braku doświadczenia i z porównania efektów, jakie dawały i wciąż dają obecnej liderce światowego tenisa mecze na zielonych dywanach – z tymi na innych kortach.
Iga to wulkan energii, której wyzwolenie powinno dawać i najczęściej daje zwycięskie punkty. Trawa to jedyna nawierzchnia, na której agresja i szybkość gry Polki nie oznacza jednak skuteczności. Czemu? Bo Iga się nie zmienia, nie przestawia ręki na subtelne zagrania, nie szuka rozwiązań, z których słynęła Agnieszka Radwańska.
Oddech ulgi w damskiej szatni Wimbledonu po zwycięstwie Alize Cornet nad Igą Świątek słychać było z daleka.
Jest inna, jest sobą. Wygląda na to, że przyjęła i chce konsekwentnie wdrożyć ambitny plan – ma być tą, która zawsze dzieli i rządzi, nie musi myśleć o rywalkach, pogodzie, etapie turnieju i nawierzchni. Inaczej mówiąc, nie zmieni stylu nawet dla trawników Wimbledonu, tylko kiedyś, gdy sportowo w pełni dojrzeje, to jej styl ma okazać się zwycięski także przy Church Road.
Czytaj więcej
Iga Świątek przegrała w trzeciej rundzie z Alize Cornet 4:6, 2:6, Magdalena Fręch z Simoną Halep 4:6, 1:6.
W sobotnie popołudnie na korcie nr 1 Wimbledonu było na to stanowczo za wcześnie. Iga wiedziała o tym dobrze, więc jeśli można mieć do niej jakiekolwiek pretensje, to tylko o to, że trochę za szybko pokazała, że tego meczu nie wygra.
Na pocieszenie polskich kibiców: oddech ulgi w damskiej szatni Wimbledonu po zwycięstwie Alize Cornet nad Igą Świątek słychać było z daleka. Słowa Francuzki, że „jest jak dobre wino, a dobre wino dobrze się starzeje" też przejdą do kronik. Powiedzmy zatem śmiało, że Iga jest na razie jak wino młode, a młode wino musi w pełni skończyć fermentację.