Okazuje się, że alergiczny antyklerykalizm ma ogromną siłę. Świadectwo temu dał w swoim blogu ulubiony profesor od etyki elit Jan Hartman. Dowiadujemy się z niego, że profesor nie przepada za Jurkiem Owsiakiem i Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy:

Przez całe lata miałem alergię na WOŚP. Co za tandeta emocjonalna! (...)Ta firma charytatywna była od początku ogromnie uprzywilejowana w stosunku do innych tego typu firm, co wyrażało się w nieporównanie większym dostępnie do mediów publicznych oraz oficjalnym poparciu wszelakich czynników państwowych. (...) Najbardziej złościło mnie w WOŚP to, że nie wolno być poza, a tym bardziej przeciw. Bo, co, na dzieci nie dasz? Nieuczestniczenie odczuwałem jako wykluczenie i naznaczenie. Od publicznej krytyki się powstrzymywałem, by nie ściągnąć na siebie gniewu i nie zostać oskarżonym o defetyzm i negatywne wpływanie na zbiórkę pieniędzy. Kto by chciał mieć dziecięce serduszka na sumieniu?

- wyznaje filozof. A jednak cała ta alergia na WOŚP nagle mija jak za dotknięciem różdżki. Wystarczyło, że Owsiaka skrytykowali biskupi.

Od czasu, gdy Kościół zaszczycił Owsiaka swą świątobliwą nagonką zacząłem zmieniać zdanie. Owsiak, choć wcale tego nie chce, jest apostołem świeckości! (...)Absurdalna, bo nie mająca żadnych szans powodzenia, nagonka kościelna na Jurka Owsiaka, trwająca już dobrych parę lat (od czasu sporu o Przystanek Woodstock), ale ostatnio nabierająca rozmiarów jakiejś obłędnej wścieklizny, uświadomiła mi, z jak poważną sprawą mamy tu do czynienia.

- odkrywa Hartman. Wpada przez to w trans i dostaje wizji, gdzie wszystko układa się w jedną całość.

To, co naprawdę budzi ich niepokój jest znacznie głębsze, niż instynkt terytorialny i zawiść. (...)Naród sam znalazł sobie azyl, wysepkę na morzu wszechobecnego sacrum, zarządzanego niepodzielnie przez rzymskich kapłanów, siadł sobie na tej wysepce i ciszy się sobą. Jerzy Owsiak jest wodzirejem tego skandalicznego, nieprzewidzianego w doktrynie i samowolnego mięsopustu! Mistrz karnawału, apostoł obmierzłej świeckości! I teraz, gdy już to pojąłem, stałem się jednym w Was. Stałem się prawdziwym Polakiem, czyniącym to, co czynią wszyscy Polacy. A dziś prawdziwy Polak mówi figa księżom i mając w głębokim poważaniu ich nienawiść do Owsiaka, ich zaklęcia i przestrogi, wrzuca sobie pieniążek (a lepiej papierek) do puszeczki. Nasza-ć to taca, narodowa, nie rzymska!

- kończy w przypływie natchnienia. I tylko nam, nieposiadającym tytułu profesora i niemającym wizji wypełnionych "rzymskimi kapłanami", pozostaje odpowiedź na pytanie: o czym pan profesor bredzi?