To nie jest taka prosta sprawa zrealizować wszystkie obietnice. Ale wiele obietnic, które składaliśmy, zostało zrealizowane. Ja mam o tyle czyste sumienie, że staram się nie obiecywać. Ja bym dokonań nie wiązał z obietnicami wyborczymi. Cztery lata to były lata wielu wyzwań – kryzys w Europie i dramat kolejnych powodzi i nieprzewidywalnych zjawisk.
Prezydent podkreśla przy tym:
Fakt, że Polska jest obiektem zazdrości w wielu krajach.
Komorowski zauważa jednak, że to nie jest zasługa wyłącznie partii Tuska:
Prawie wszystkie partie, w różnej mierze, pracowały na ten sukces, który jest dzisiaj naszym udziałem.
Prezydent unikał odpowiedzi na pytanie, komu chciałby powierzyć misję tworzenie rządu. Ogólnikowo stwierdził:
Ja nie zamierzam swoją deklaracją pomniejszać swoich uprawnień. (…). Rozsądek podpowiada, żeby dawać tę misję komuś kto chce stworzyć rząd, kto ma możliwość zrobienia koalicji większościowej. I chciałoby się, żeby była to osoba, która uzyskała najlepszy wynik. Jak się te trzy warunki połączą, to by było wspaniale.
Ciekawe, czy taką osobą - zdaniem Komorowskiego - mógłby być Jarosław Kaczyński?
Pan Jarosław Kaczyński jest chyba osobą bardzo zakompleksiałą. Kompleksy są normalne w życiu ludzi, ale jak sięgają polityki, to niedobrze.
Komorowski odpierał też zarzut o to, że po jego słowach dotyczących pobytu Lecha Kaczyńskiego ten wkrótce zginął:
Ja po nieszczęśliwych wydarzeniach w Gruzji wytłumaczyłem oraz przeprosiłem, jeśli ktoś się poczuł urażony.
Po czym tłumaczył, że jego intencją było skrytykowanie sytuacji, w której dopuszczono do niebezpiecznej sytuacji, w jakiej się Lech Kaczyński wówczas znalazł. Przypomnijmy, jakimi słowami ówczesny marszałek Sejmu swoją intencję wyraził:
Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30 metrów nie trafić w samochód, to trzeba ślepego snajpera.