Hołdys pisze we "Wprost":

Kilka tygodni przed wyborami rozmawiałem z bardzo znaną osobistością ze świata polityki, konkretnie byłą gwiazdą z partii PiS. Powiedziała mi ona w zaufaniu, że pierwszym człowiekiem, który wbije kosę w plecy Jarosławowi Kaczyńskiemu, będzie Zbigniew Ziobro. „Niech tylko jego ludzie dostaną się do Sejmu, a zobaczy pan, co się stanie" – usłyszałem. Nie brałem tego serio. Tymczasem… 

I jak tu się dziwić, że felieton nosi tytuł „Genialny plan”? Autor wyjaśnia, że choć nie wierzył, to skalę geniuszu zrozumiał:

Aby dostać się do Sejmu, trzeba mieć ogromną kasę. Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski nie mieli nic. A plan mieli gotowy od dawna. Wykorzystali więc cwanie istniejące zapisy o partiach politycznych i chytrze wystawili do Sejmu swoich ludzi z PiS za pieniądze PiS, rolując Jarosława Kaczyńskiego. Gdy tylko ci ludzie weszli do Sejmu – wszczęto rokosz. Z dnia na dzień nowa i gotowa partia zjawiła się z własnymi posłami w Sejmie, bez kasy, kampanii czy wyborów. Genialne. 

Hołdys kontynuuje:

Ostatnie godziny przed expose premiera Donalda Tuska spędziłem na pracy twórczej. Naprzemiennie komponowałem nowe piosenki, nakręcałem charytatywny spot telewizyjny na rzecz walki z cukrzycą i myślałem, jak uratować skórę po tym, co za chwilę usłyszę z ust szefa rządu. Miałem powody do niepokoju. Dzień wcześniej wysłałem do jednego z poważnych ministrów SMS z jednym słowem: „Kciuki!" i dostałem odpowiedź: „Nie będzie lekko…”. Zapytałem natychmiast: „Komu, nam czy wam?” i odpowiedź mnie zmroziła: „Najpierw wam, potem nam”. (…) Wreszcie zasiadłem przed TV, by posłuchać pierwszego w życiu exposé, które miało nie kłamać...

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że polityczne kontakty Hołdysa są aż tak rozległe. Szacun, panie Zbysiu, wielki szacun.