Grę planszową firmuje organizacja, którą do niedawna kierowała dzisiejsza wicemarszałek Sejmu, Wanda Nowicka (Ruch Palikota). Większość parlamentarna obroniła ją przed odwołaniem, czego domagały się SP i PiS.

Jeśli test ciążowy daje wynik pozytywny, uczestnik gry musi znaleźć informację np. o tym, jak sztucznie wywołać miesiączkę. Gra informuje: potrzeba trzech tysięcy złotych. 

Jeśli lekarz odmawia współpracy, można jeszcze zwrócić się do zagranicznej organizacji – za 70 euro. Kolejny przymusowy przystanek czeka nas wtedy, gdy kupione przez Internet środki poronne nie poskutkowały.

Katarzyna Pobijanek, autorka gry, powiedziała, że zamysłem było, aby w "humorystyczny sposób przedstawić problem posiadania dziecka":

Celem było zwrócenie uwagi na problem niechcianej ciąży w takim kontekście, że absolutnie to nie jest sytuacja, w której ktokolwiek chciałby się znaleźć. Wydaje mi się, że każdy, kto był w takiej sytuacji, nigdy nie skojarzy jej z zabawą .

I dodała, że tą grą Fundacja apeluje do Ministerstwa Zdrowia. Oburzenia nie kryje szef sejmowej komisji zdrowia - Bolesław Piecha (PiS). I podkreśla, że wyraźnie zwraca się ona do „młodych ludzi”. 

Janusz Palikot twierdzi, że gra dotyczy „osób niepełnoletnich” i zachwala ją, mówiąc, że:

Najskuteczniejszą formą zapobiegania niechcianej ciąży, czyli aborcji, jest właśnie propagowanie tego typu wiedzy.

Wanda Nowicka odmówiła TVN komentarza w tej sprawie. Pani wicemarszałkini gratulujemy lewicowej odwagi.