Wiceprezes PiS, Mariusz Kamiński komentuje:

Istnieje ewidentny konflikt interesów między jej działalnością w Federacji a zajmowaniem stanowiska wicemarszałka. Pani Nowicka zajmowała się lobbingiem, jej działalność była finansowana przez firmy i organizacje proaborcyjne, a teraz będzie odgrywała kluczową rolę w procesie uchwalania prawa.

Eugeniusz Kłopotek z PSL nie ukrywa, że głosował za odwołaniem wicemarszałek:

To hańba. Ta pani nigdy nie powinna zasiadać na fotelu wicemarszałka Sejmu.

Jan Dziedziczak z PiS mówi:

Stanowisko wicemarszałka Sejmu wymaga szczególnej wiarygodności. To funkcja, od której wymagamy transparentności, nieskazitelności. Wicemarszałek Sejmu powinien być jak żona Cezara.

Janusz Palikot jednak przekonuje:

Żadnego konfliktu interesów nie ma. Pani Nowicka zrezygnowała ze swojej funkcji w Federacji, gdy została wybrana do Sejmu.

Poproszony o komentarz prof. Antoni Kamiński mówi „Rz”:

Federacja jako organizacja walcząca o prawo do aborcji mogła się zajmować zwalczaniem zapisów w konstytucji mających ją ograniczyć. Jednak rola pani Nowickiej, która raz występowała jako szefowa takiej organizacji, a innym razem jako ekspert, jest co najmniej dwuznaczna.

W „Rz” czytamy:

Za odwołaniem Nowickiej opowiedziało się wczoraj 160 posłów – głównie z PiS i Solidarnej Polski. Od głosu wstrzymało się 23 parlamentarzystów (13 z PSL i 10 z Platformy). Przeciwko odwołaniu wicemarszałek zagłosowało 237 parlamentarzystów z Ruchu Palikota, SLD i PO.

Jeden z posłów PO zdradził:

Co tu dużo tłumaczyć. Była dyscyplina. Z jednej strony dlatego, że Palikot jest nam potrzebny, a z drugiej trzeba skończyć z awanturami w Sejmie i zająć się pracą. Pojawił się też argument, że jeśli nie Nowicka, to Palikot wskaże inną posłankę, np. Annę Grodzką. A to byłoby jak z deszczu pod rynnę.

Zasada „mniejszego zła”, którą kierują się posłowie Platformy Obywatelskiej budzi nasz najwyższy podziw. Czy ktoś by im kazał głosować za Anną Grodzką?