Na temat wygranej Millera mówił:
Jak się wygrywa, wszystko co najpiękniejsze ląduje na rękach przewodniczącego, jak się przegrywa, to wszystko co najgorsze ląduje na barkach przewodniczącego. My uczciwie powiedzieliśmy sobie wczoraj, jak wiele złych elementów popełniliśmy i chcemy wyciągnąć z nich wnioski. Miller jest szefem na poważnie. Siłą przewodniczącego będzie jego działanie. To przywódca na lata.
Napieralski mówił też o ewentualnej koalicji z Ruchem Palikota:
Palikot ma pewną świeżość. Wykorzystał moment, po prostu mu się udało. On jednak jest raz jest konserwatywny, raz liberalny. (...) Aleksander Kwaśniewski może wypowiadać swoje opinie. Natomiast, jeśli ma jakiś pomysł na SLD, to może powinien się zapisać do partii, deklaracja czeka. Może powinien stanąć na czele Sojuszu i podejmować decyzję. Ja wolę budować prawdziwą lewicę.
Napieralski opowiadał też o swoich doświadczeniach:
Czuję się człowiekiem doświadczonym. Sukces poprzedza porażka. Na pewno się pozbieram, dlaczego nie? Miałem w życiu sukcesy – jak chociażby w wyborach prezydenckich. W życiu musi być takie doświadczenie. Ja dzisiaj potrafię zdiagnozować wiele problemów, których wcześniej jako przewodniczący nie widziałem.
Anonimowy polityk SLD uważa, że wybór Millera jest efektem jego dogadania się z Napieralskim. W „Rzeczpospolitej” czytamy:
Napieralski zachował bowiem wpływy w partii – to jego ludzie stanowią większość w zarządzie krajowym i w klubie parlamentarnym. Partyjną kasę trzyma jego bliski współpracownik Kazimierz Karolczak, a sekretarzem generalnym SLD nadal jest Marek Nawrot, który współpracował z Napieralskim.
Wszystko wskazuje na to, że zmiany w Sojuszu nie będą tak radykalne, jak zapowiadano. Nowy-stary szef Miller i bardzo wpływowy Napieralski. Gdzie ta odnowiona lewica? Już wiemy - w Marku Dyduchu:)