Wojciecha Maziarskiego, który niedawno zamieszczał na okładce "ukrzyżowany samolocik", rozsierdziła wypowiedź Macieja Łopińskiego, szefa kancelarii ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego a dziś posła PiS. Cóż takiego powiedział Łopiński?
W rocznicę Smoleńska chcielibyśmy na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie poczuć tę samą atmosferę co przed dwoma laty.
Maziarski stwierdza, że też był wówczas przed pałacem prezydenta Kaczyńskiego. A nawet pisał:
W tej chwili uświadamiamy sobie, jak pozorne i drugorzędne są nasze codzienne kłótnie i polityczne podziały. Jak bliscy są nam także nasi oponenci, z którymi spieramy się o kształt polskich spraw. Jak bardzo będzie nam brakować tych, na których nie oddaliśmy głosu w wyborach, ale którzy są razem z nami częścią tej samej wspólnoty.
Dziś Maziarski woli kpić, z tego, że Łopiński – przyjaciel pary prezydenckiej od czasów "Solidarności" chce, by Polacy w tym dniu "poczuli się jednym narodem, wspólnotą".
Maziarski grzmi:
Świetnie. Tylko - w takim razie – pytam polityków PiS – dlaczego to spieprzyliście? Straszliwie i nieodwracalnie. Dlaczego przekształciliście naszą wspólną żałobę w obłędny seans wrogości? (…) Jeśli tak bardzo wam zależy na wspólnocie, to po co maszerujecie z pochodniami, miotacie nikczemne oskarżenia i obrażacie ludzi, którzy nie podzielają waszych poglądów politycznych? Jeśli dziś zapraszacie na Krakowskie Przedmieście, to czemu wcześniej odpychaliście.
I dlatego:
Mam tylko jedną odpowiedź na apel Macieja Łopińskiego: mnie tam na pewno nie będzie, bo nie chcę już mieć z wami nic wspólnego. Sami sobie organizujcie swoje polityczno-żałobne festyny. Sami sobie słuchajcie rymowanej Pietrzaka, deklaracji Rymkiewicza, mądrości Pospieszalskiego.
Obawiamy się, że mimo tej wymownej lekcji stylu Maziarskiego, nie jesteśmy w stanie mu dorównać. Dlatego zostawimy te słowa bez komentarza. Przemysł pogardy nasila się przed rocznicą.