Prezes "Solidarnej Polski" w Poranku Radia Wnet mówił:

Na manifestacji w obronie telewizji Trwam Jarosław Kaczyński przyznał, że popełnił poważny błąd, decydując się na wyrzucenie nas z partii. Zakładał, że zostaniemy politycznie unicestwieni. A my nie utonęliśmy.

Europoseł zarzucał także prezesowi PiS, że swoim przemówieniem wieńczącym marsz zmienił jego charakter:

Manifestacja była doniosłym wydarzeniem dla ludzi Kościoła i całej polskiej prawicy, a na skutek słów Jarosław Kaczyńskiego przestała być w odbiorze medialnym wydarzeniem dotyczącym obrony wolności słowa i telewizji Trwam. Jarosław Kaczyński powiedział to w najgorszym możliwym momencie. Wyczuł atmosferę chwili, partyjnie może na tym zyskał, ale przegrała sprawa, która nas tam zebrała.  

Ziobro zapowiedział także, że Solidarna Polska nie wystawi z PiS wspólnej listy do europarlamentu:

Tego rodzaju myślenie z definicji odrzucał zawsze Jarosław Kaczyński, mówiąc, że liczy się tylko PiS, a nie prawica.

Były minister sprawiedliwości ocenił też sposób prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej:

Zbadanie katastrofy wymaga profesjonalnego chłodu i wyegzekwowania od Rosji naszych praw przy pomocy organizacji międzynarodowych. Takiej strategii nie będzie służyło mówienie, że to był zamach i wypowiadanie wojny Rosji, jak to robi PiS. 

Przyznał też, że Solidarna Polska będzie się domagać w europarlamencie renegocjacji Traktatu Lizbońskiego:

Jarosław Kaczyński twierdzi, że Polska powinna popierać Traktat Lizboński. My chcemy metodą małych kroków wykorzystać każdą szansę, która mogłaby przywrócić ideę Europy ojczystej, zachwianej przez Traktat Lizboński.

Ziobro najwyraźniej coraz bardziej stoi w rozkroku. Atakuje Kaczyńskiego w imię "silnej prawicy", o którą, jak deklaruje, bardzo zabiega.