Dawny przywódca antykomunistycznej opozycji, kiedyś z Matką Boską w klapie, dziś wyznaje:
To, co mnie dziś bardziej niepokoi, to instrumentalna gra religią. Słyszymy słowa o obronie katolickiej wiary i Kościoła. Podnosząc takie hasła, wyprowadza się ludzi na ulice.
Ale zarazem były prezydent pisze:
20 tys. ludzi, którzy niedawno dowiezieni przez grupy polityczne uczestniczyli w marszu w Warszawie, pokazała, że wierzący rodacy nie ulegają już pokrzykiwaniu i histerii bankrutującego biznesmena w sutannie i odchodzących w polityczne rozbicie pseudokatolickich partii. Dziś my Polacy potrafimy myśleć konstruktywnie. Nikt nie zabrania nam się modlić i nikt nie odbiera nam głosu, tak w mediach, jak i w wyborach politycznych.
I dlatego:
Dziś, po ponad 20 latach funkcjonowania demokratycznej Polski, mimo wszystko powinniśmy być zadowoleni. Społeczeństwo ma ugruntowane i silne poczucie tego, na czym opiera się dziś państwo. Chcę bardzo mocno podziękować tym wszystkim, którzy widząc niedociągnięcia naszej demokracji i popełniane błędy, potrafią stawić opór populistom i demagogom.
Skuteczny inicjator "wojny na górze" i "wspierania lewej nogi" kontynuuje swoje wykłady z myśli politycznej:
W demokracji ważne jest, aby dając komuś mandat, nie podważać go na każdym kroku, tworząc atmosferę ciągłej kampanii wyborczej, w której, jak wiadomo, najłatwiej jest krytykować tym, którzy niewiele zrobili i nie mają pomysłów na nowoczesne państwo.
I choć wiadomo kogo noblista ma na myśli, naszą uwagę przykuła ta myśl:
Ważna jest odpowiedzialność polityków, nawet tych nieudanych - żeby nie mącili umysłów i nie podburzali, bo w ten sposób niszczą i państwo, i Kościół.
Święte słowa, panie prezydencie.