W serwisie fakt.pl czytamy:
Polacy będą pracowali dłużej nawet o 7 lat, bo tak zadecydowali posłowie. Ale ci sami posłowie udowodnili w dniu głosowania, że oni pracować dłużej nie mają zamiaru. A każda godzina spędzona w Sejmie jest dla nich męką, za którą będą domagać się... odszkodowań. To nie żart. Posłowie, których po piątkowych głosowaniach „Solidarność" nie wypuszczała z Sejmu, zamierzają iść do sądu i walczyć o pieniądze.
Jak tłumaczy dziennikowi poseł Marcin Święcicki z Platformy Obywatelskiej:
Przecież w jakiś tam sposób zostaliśmy internowani. Nie podjąłem jeszcze decyzji, muszę to przemyśleć, jednak te wszystkie posłanki, które czekały i chciały wyjść np. do chorych członków rodzin, mają do tego prawo.
A jego kolega Józef Lassota dodaje, że nie wie jedynie:
Czy pozywać całą Solidarność, czy poszczególne osoby. Muszę się zorientować, jak to wygląda z punktu widzenia prawa. Nikogo nie można ograniczać, a tym bardziej posła, bo ma immunitet.
I wylicza doznane krzywdy:
Zostałem zepchnięty z barierek, a moja walizka przykuta do nich łańcuchami.
Z kolei w tym samym tabloidzie czytamy o dramacie posłanki Kochan, na której "Fakt" dopuścił się prowokacji, proponując ewakuację z oblężonego Sejmu… helikopterem. Jak pisze bulwarówka:
Posłanka opowiada nam teraz o swoim dramacie, jakim była... konieczność spędzenia kolejnej nocy w Warszawie. Nie, pani posłanka nie nocowała na dworcu czy lotnisku, ale w mieszkaniu wynajmowanym za pieniądze podatników. A w sobotę rano wróciła do domu samolotem sfinansowanym z tych samych środków.
Bez komentarza.