Zapytany, kto - Jarosław Kaczyński czy Piotr Duda - jest zagrożeniem dla rządu, Jacek Żakowski odpowiada:
Ani jeden, ani drugi. Największym zagrożeniem dla rządu jest dziś sama Platforma i widmo jej rozpadu. Wątpię, by pan Duda stał się w najbliższym czasie liderem opozycji. Pozycja Kaczyńskiego nie jest na razie w ogóle zagrożona.
Na temat Piotra Dudy:
Zachowuje się jak klasyczny związkowiec. Jest wyraźnie obecny tam, gdzie są podnoszone tematy pracownicze. Z kolei tam, gdzie mówi się o sprawach ważnych dla PiS - jak katastrofa smoleńska czy Radio Maryja - prawie go nie widać. Chyba po raz pierwszy na czele Solidarności stanął związkowiec. I jako taki będzie robił kłopoty politykom. Z twardym związkowcem będą mieli dużo większy kłopot niż z liderem związku myślącym w kategoriach politycznych.
Czy mamy apolityczną "Solidarność"?
Dawniej była ona de facto ruchem społecznym mającym formę związku zawodowego. Dziś, gdy pod rządami Dudy staje się związkiem zawodowym, to może wchodzić w różne koalicje w zależności od tego, która partia jest bliższa jego aktualnym postulatom. Poprzednik Dudy Janusz Śniadek nie miał temperamentu działacza związkowego, nie poprowadziłby marszu związkowców pod Sejm. Był raczej aparatczykiem związkowym, a Duda jest liderem.
Żakowski uważa, że Kaczyński widzi w Dudzie... swojego następcę:
Myślę, że jak Kaczyński patrzy na Dudę, to w oczywisty sposób musi widzieć w nim swojego następcę. Jednocześnie wie, że dziś Duda nie ma interesu, nie może i nie będzie próbował go wygryźć. No bo kto inny mógłby go zastąpić? Pan Błaszczak? Nie ma szans. Natomiast Ziobro obecnie sprawdza swój potencjał polityczny i... zbiera 3 proc. Ten polityk właśnie zużywa się na naszych oczach.