Zgodnie z medialnymi doniesieniami ekshumacja wiceprzewodniczącej Fundacji Golgota Wschodu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej obudziła duże napięcie. Mają one związek z wątpliwościami dotyczącymi działaczki "Solidarności" Anny Walentynowicz.
Lisicki rozumie oburzenie zebranych na Powązkach osób:
Po takim czasie można było przeprowadzić ekshumację, tak żeby nie było takich napięć. Sprawa katastrofy smoleńskiej budzi szczególne emocje i dlatego można zrozumieć ludzi i posłów, którzy chcieli być przy ekshumacji.
Redaktor naczelny "Uważam Rze" dodał:
Przez ponad dwa lata od czasów katastrofy, było wiele momentów w śledztwie, które budowały nieufność. Dlaczego w czasie takiej ekshumacji nie można było znaleźć miejsca dla tych, którzy są najbardziej nieprzekonani? Skoro jest tyle nieufności, skoro dla dużej grupy, 15-20, a może nawet 30 procent Polaków, to jak było prowadzone śledztwo budzi bardzo poważne podejrzenia.
Lisicki zastanawiał się:
Ja tego nie rozumiem, tak samo jak nie rozumiałem, dlaczego prokuratura nie zgodziła się na to, żeby w ekshumacji zwłok, uczestniczył patolog ze Stanów Zjednoczonych. Jeśli nie ma tam nic tajemniczego, to trzeba je pokazywać, żeby dotrzeć do tych, którzy są nieufni.