Ewa Kopacz tłumaczyła przed dziennikarzami:
Nie byłam przy identyfikacji, ani nie identyfikowałam ciała Anny Walentynowicz. Moją rolą w Moskwie tuż po katastrofie było zajmowanie się rodzinami, gdy spotkali się oni z czymś, co było najbardziej traumatyczne, czyli z rozpoznaniem swoich bliskich.
Kopacz dodała:
Pojechałam tam naprawdę ze szczerymi intencjami, włożyłam w to całą energię i każdy, kto tam był - i tego zabrać nikomu nie można - robił to, co do niego należało, wkładając w to energię i wysiłek fizyczny. (...) Z perspektywy 2,5 roku można zawsze pytać o to, czy można było zrobić więcej, czy mniej, jednak na tamtą chwilę zrobiliśmy w tych okolicznościach, tyle, ile było możliwe. Zajmowaliśmy się rodzinami tak, jak nakazywało nam nasze sumienie.
Kopacz nie odpowiedziała na wszystkie pytania dziennikarzy i jak wynika z komentarzy na Twitterze po prostu uciekła:
Samuel Pereira
Ewa Kopacz uciekła. Po prostu uciekła. "Bo gong jest i powiedzą że się spóźniam".
Mikolaj Wojcik
Kopacz kolejny raz udowadnia, że przy najdrobniejszym stresie puszczają jej nerwy. No i pytanie - gdzie jej sprostowania do tamtych słów?
Kataryna
Ktoś rozumie po co Kopacz w ogóle wyszła do ludzi nie mając im nic do powiedzenia?
Czarna Baronowa
"Nie mam problemu ze słowem przepraszam" - i pewnie dlatego z jej ust to słowo nie padło.
Przemek Piętak
Kopacz: "Nie mam problemu ze słowem przepraszam". Pod warunkiem że nie muszę go wypowiadać.
Łukasz Szelecki
Konferencja Kopacz = wizerunkowa katastrofa. Chlebowski się pocił, Kopacz ucieka....