Niedawno na łamach "Naszego Dziennika" o. Rydzyk napisał:

„Zwróciłbym się do tatusia pana Lufta. Może przemówi do syna. Rozumiem, że pan Luft, który jest w Krajowej Radzie, jest dorosły, ale dowiedziałem się, że tata uczy w seminarium archidiecezjalnym medycyny pastoralnej. Proszę zwrócić się do syna i powiedzieć: »Synu, co wyprawiasz?«".

Krzysztof Lutf komentuje dla "GW":

Istotnie, mój ojciec, profesor reumatologii, przez 55 lat wykładał medycynę pastoralną w wyższym seminarium w Warszawie. (...) Większość księży w archidiecezji warszawskiej była słuchaczami tych wykładów. Za tę działalność został nagrodzony przez papieża Jana Pawła II wysokim odznaczeniem Pro Ecclesia et Pontifice.

I dodaje:

Trzeba być wyjątkowo podłym i małym człowiekiem, żeby publicznie atakować prawie 90-letniego i niezwykle zasłużonego, także dla Kościoła, starszego pana w związku z działalnością państwową jego syna. Co prawda w Polsce pojawiło się w ostatnich latach już kilku "lustratorów rodzinnych" cynicznie atakujących w ten sposób przeciwników, ale chyba po raz pierwszy robi to ksiądz i to w imię krzyża i Kościoła katolickiego. To jakaś ponura parodia kapłaństwa i katolicyzmu.

Luft mówi także o "kampanii przeciwko KRRiT":

Nauczyłem się już nie reagować na płynące szeroką rzeką pod adresem moim i innych członków KRRiT wyzwiska, groźby, a nawet kał przysyłany przez zwolenników TV Trwam ani na pokrzykiwania: "Heil Hitler" ze strony pikietujących pod naszą siedzibą. Jako urzędnik państwowy muszę liczyć się z możliwością nawet bardzo ostrej krytyki ze strony niektórych obywateli czy środowisk. Ale muszę też zaprotestować, kiedy publicznie zamiast mnie jest atakowany mój ojciec.