Nikt chyba nie jest bardziej oburzony premiami, jakimi Marszałek Kopacz obdarzyła siebie i swoich wicemarszałków, niż szef PSL Janusz Piechociński. Lider ludowców swój gniew wyraził w dość komiczny sposób na swoim blogu.

Wyszedł z domu 6.40, wrócił do domu 21.15. Odebrał 20 meili o nagrodach dla Prezydium Sejmu wiadomej treści...

- zaczyna utrudzony Piechociński. I radzi swoim kolegom z Sejmu:

Jak Prezydium Sejmu nie jest posłami to nagroda z mocy prawa się należy (choć solidarność ze sferą budżetową generalnie od 5 lat bez podwyżek zobowiązuje), ale z tego co pamiętam to żeby być w Prezydium trzeba być posłem. Proponuję więc Marszałkom, aby zrezygnowali z mandatu poselskiego, wtedy będzie mówiąc krótko trochę mniej wstydu...

Potem jednak emocje biorą górę i - jak przystało na lidera - szef PSL stanowczym tonem oświadcza, jak ma być.

Apelowałem o to od kilku już lat, jako poseł dzisiaj oczekuję jasności jako szef PSL, bo nie zamierzam się wstydzić i tłumaczyć za bezwstydną chciwość !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Cóż, można oczywiście złośliwie zapytać czy pan Janusz takim świętym gniewem pałał również wtedy, kiedy jego partyjni (i platformerscy) koledzy rozdawali synekury i inne ciepłe posadki swoim przyjaciołom, a z państwowych firm robili przedsiębiorstwa rodzinne, ale ja taki złośliwy nie będę. Mi się to szczere oburzenie podoba. Choć jednocześnie martwię się o szefa ludowców, bo podobno -  jak pisał Terry Pratchett - "wielokrotne wykrzykniki są pewną oznaką chorego umysłu".