W dzisiejszych niespokojnych czasach, kiedy władza PO wisi na włosku, przez co Polska stoi na krawędzi, spoglądając w nienawistną przepaść totalitaryzmu, bardzo przydała by się solidna dawka strachu, która by ją z tej przepaści wyrwała. Każdy więc musi mieć swojego stracha (na wróble?). Dla Janiny Paradowskiej strachem tym będzie po prostu PiS i jego potencjalny powrtót do władzy. Dla słynącego z subtelności intelektu Jacka Żakowskiego, strach ten jest bardziej wyrafinowany. A przybiera mało demoniczną (ale przez to bardziej zdradliwą) postać Jarosława Gowina.
Kilka lat temu Gowin był autorem sensownej książki o polskim Kościele w czasach transformacji, a dziś idzie w stronę nieliberalnej demokracji. Co się z tym człowiekiem stało?
- zastanawiał się na antenie TOK FM publicysta. Na dowód tego niebezpiecznie nieliberalnego kierunku obranego przez byłego ministra sprawiedliwości, Żakowski przytacza jego słowa:
"W czasach tak głębokiego kryzysu potrzebne są zdecydowane zmiany: uproszczenie systemu podatkowego, redukcja zatrudnienia w administracji państwowej, przemyślenie funkcji państwa. Trzeba zawęzić władzę państwa tam, gdzie jest ono niekonieczne, i wzmocnić tam, gdzie go potrzebujemy"
A jeśli komukolwiek wizja prostych podatków oraz odchudzonego, lecz skutecznego państwa nie wydawała się zbyt groźna, Żakowski wyjaśnia:
Wyraźnie widać pinochetowską wizję państwa, która przebija przez wypowiedzi konserwatystów z PO. To wizja państwa, którego siłą jest aparat przymusu. Państwa którego obywatele wcale nie mają kochać, być do niego przywiązani. Mają się go po prostu bać i bez szemrania robić, to co potrzeba.
W końcu pada też magiczne słowo:
To bardzo pisowska wizja państwa
I wszystko jasne. A jeśliby jeszcze nie było, to wyręczmy redaktora i uprośćmy:
Gowin = Pinochet = PiS = dyktatura (faszyzm)