Reklama

Chrabota: Na ulicach Rzymu i Mińska

Z jednej strony Rzym, Warszawa i inne europejskie miasta. Atmosfera święta, błękitne sztandary, zgodna wola polityków i tych, którzy ich wybierają. Gorzkie czasem, często naznaczone stygmatem niepotrzebnego egoizmu i głupoty, ale jednak powszechne przekonanie o wspólnym dziedzictwie i wspólnej przyszłości.
Chrabota: Na ulicach Rzymu i Mińska

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Unia, która mimo politycznych problemów łączy i wciąż jest perspektywą dla kolejnych pokoleń. I druga strona tego samego kontynentu. Raptem kilkaset kilometrów od Warszawy. Ulice białoruskiego Mińska. Szeregi milicyjnych wozów do rozpędzania manifestacji. Oddział OMON w siedzibie Centrum Obrońców Praw Człowieka „Wiasna". Ponad pół setki zatrzymanych, manifestacje, pałowanie, areszty.

Jakże kontrastują ze sobą te dwa obrazki. Czyż ten drugi nie jest najlepszym argumentem na rzecz pierwszego? Tak, ulice Mińska w sobotni Dzień Wolności obchodzony przez środowiska niezależne Białorusi to wielki krzyk za europejską jednością. Kiedyś, owszem, Unia może i miała być plastrem na pokaleczone wojnami ciało Europy. Z czasem stała się instrumentem jedności i wyrównywania szans. Ale dziś to jeszcze coś więcej. Unia to klub państw przyzwoitych, honorujących polityczną wolność, demokratyczne standardy, prawa człowieka. Ulice Mińska, a nawet Kijowa, by nie wspomnieć o Moskwie, są po przeciwnej stronie. Tam wciąż obowiązuje turański model polityki. Rządzi autokracja i arbitralność władzy. Czy naprawdę z perspektywy Paryża, Berlina, Warszawy tego nie widać?

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama