Reklama

Strzelał do pacjentów w Ostrawie, nie wiadomo dlaczego

W szpitalu 15 kilometrów od polskiej granicy napastnik zabił sześć osób, po czym, ścigany przez policję, popełnił samobójstwo.

Aktualizacja: 11.12.2019 05:46 Publikacja: 10.12.2019 18:27

Policja przed głównym wejściem do szpitala uniwersy-teckiego w Ostrawie

Policja przed głównym wejściem do szpitala uniwersy-teckiego w Ostrawie

Foto: AFP

Do strzelaniny doszło tuż po siódmej rano we wtorek, w szpitalu uniwersyteckim w Ostrawie. Zidentyfikowany później jako 42-letni Ctirad V. nagle wstał z ławki w poczekalni w ambulatorium i bez ostrzeżenia zaczął strzelać.

Celując w kark lub głowę stojących obok ludzi, zabił pięć osób, jedna zmarła na oddziale reanimacji. Trzy kolejne zostały ranne. Tak wydarzenia wtorkowego ranka przedstawił szef policji w regionie Tomaš Kužel. Portal czeskiej telewizji Nova twierdzi, że nim Ctirad V. zaczął strzelać, kazał dzieciom wyjść z poczekalni.

Gdy zmieniał opróżniony magazynek pistoletu, reszta czekających rzuciła się do panicznej ucieczki. Słysząc nadjeżdżającą policję (a pojawiła się ona w szpitalu już po pięciu minutach), morderca wyszedł z budynku, wsiadł do samochodu i – jak później ustalono – pojechał do rodziców. Tam powiedział matce, co zrobił oraz że sam zamierza popełnić samobójstwo. Tak też uczynił w swoim samochodzie w wiosce Dehylov (pięć kilometrów na północny zachód od Ostrawy i dziesięć od granicy z Polską).

Strzelił sobie w głowę, gdy usłyszał policyjny helikopter krążący nad swoim samochodem. Policjanci rozpoznali go dzięki kamerom w helikopterze i właśnie szykowali się do ataku.

Jak się jednak okazało, strzał z bliskiej odległości w głowę z dziewięciomilimetrowego pistoletu nie był śmiertelny. Lekarze poinformowali, że morderca, nim zmarł, był przez pół godziny reanimowany i „był z nim kontakt". Nie wiadomo, czy i co powiedział w tym czasie.

Reklama
Reklama

Czeskie media szybko odkryły tożsamość zabójcy. Był technikiem budowlanym i pracował w miejscowej firmie. Grał w amatorskiej drużynie piłkarskiej, lubił jeździć na nartach, ale też chodził na strzelnicę. Jego znajomi, którzy nazywali go Cygan i mówili o nim „swój chłop", nie wiedzieli, że nielegalnie posiada pistolet. Legalnie zaś nie mógł go dostać, gdyż wcześniej miał trzy sprawy karne o „akty przemocy i drobne przestępstwa przeciw mieniu" – jak poinformowała policja.

Prawo posiadania broni w Czechach jest jednym z najbardziej liberalnych w Unii, ale podstawowym warunkiem uzyskania pozwolenia jest niekaralność. Nie wiadomo, jak Ctirad V. zdobył pistolet CZ-75B – jeden z najpopularniejszych w Europie, bo najtańszych pistoletów produkowanych od lat 80. przez Česką Zbrojovkę. Pistolet, z którego strzelał morderca, produkowany jest w zakładach w Uhorskym Brode (100 km na południowy zachód od Ostrawy). W tym mieście zaś, w lutym 2015 roku, 63-letni bezrobotny elektryk w miejscowej restauracji zastrzelił za jego pomocą osiem osób – to najkrwawszy mord w Czechach.

Mimo takich kłopotów czeskie władze nie zamierzają zaostrzać prawa do posiadania broni, a ostatnio nawet spierały się z UE o możliwość legalnego sprzedawania broni automatycznej.

Motywy ostrawskiej zbrodni pozostają niejasne. Początkowo pojawiły się plotki, że morderca mścił się za śmierć swojego dziecka w szpitalu. Szybko jednak okazało się, że był bezdzietny.

– Wbił sobie do głowy, że jest ciężko chory i nikt nie chce go leczyć. Chodził wszędzie (do lekarzy – red.) – wyjaśniał jego były szef z firmy AZ-Intergips Aleš Zygula. Jednocześnie przyznał, że cały zeszły miesiąc morderca miał wolne (udzielone „na słowo"), a dopiero pod koniec listopada przyniósł zwolnienie lekarskie.

„To uczucie, gdy przez 14 dni kontaktujesz się z facetem przez mesendżera, a on nagle zabija ludzi. F...k" – napisał na Facebooku Dawid Stypka, śpiewak i muzyk z pobliskiego miasta Frydek-Mistek. Jak się okazało, Ctirad V. znalazł go w sieci społecznościowej, gdy przeczytał, iż przechodzi on chemioterapię. „Napisał, że na 99 proc. ma tę samą chorobę" – dodał Stypka (który w 2017 roku zdobył nagrody czeskiej Akademii Muzyki Popularnej m.in. za duet z polsko-czeską piosenkarką Ewą Farną).

Reklama
Reklama

„Prosił mnie, bym potwierdził, że on ma raka. (...) Nasza korespondencja była właśnie o tym, że lekarze nie chcą go leczyć. Był niezbyt zdrowy (psychicznie), ale nie sądziłem, że aż tak" – opisał artysta ostatnią wymianę korespondencji.

Jednocześnie jednak okazało się, że Citrad V. naprawdę był pacjentem oddziału hematoonkologii w szpitalu uniwersyteckim. Ale mimo tego oraz mimo oskarżeń rzucanych pod adresem lekarzy zabójca strzelał w poczekalni tylko do pacjentów – nikt z personelu medycznego nie padł jego ofiarą.

Przestępczość
Jacek Tomaszewski: Narkotyki Maduro miały zniszczyć Amerykę
Przestępczość
Nicolás Maduro i Cilia Flores doprowadzeni do sądu. Co się tam wydarzy?
Przestępczość
Brigitte Macron kontra hejterzy. Sąd w Paryżu wydał wyrok
Przestępczość
Berlin. Po pożarze dziesiątki tysięcy mieszkań bez prądu. Do podpalenia przyznała się Vulkangruppe
Przestępczość
Tajemniczy ładunek rosyjskiego statku, który zatonął. Co przewoził Ursa Major?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama