Aisha Al-Jizani zabiła pochodzącą z Bangladeszu Abiron Begum w marcu 2019 roku.
Begum pracowała dla rodziny Al-Jizani przez dwa lata.
Jak relacjonowała rodzina zamordowanej kobiety, dwa tygodnie po rozpoczęciu pracy Saudyjka zaczęła torturować pokojówkę.
Bagum, dzwoniąc do rodziny, błagała o pomoc. Jednak pośrednicy, którzy załatwili jej pracę w Arabii Saudyjskiej, nie reagowali na apele rodziny.
Rodzina Bengalki wezwała rząd swojego kraju, by podjął działania wobec firmy pośredniczącej w zatrudnieniu Abiron Begum.
Sąd skazał Al-Jizani na śmierć, jej męża - na 3 lata więzienia za nieudzielenie pomocy Bengalce, uniemożliwianie jej skorzystania z pomocy medycznej i zmuszanie do pracy z dala od domu.
Syn małżeństwa Saudów został wysłany na 7 miesięcy do ośrodka dla nieletnich.
Bangladesz jest jednym z największych na świecie dostawców siły roboczej. Przed wybuchem pandemii około 700 tys. obywateli tego kraju rocznie wyjeżdżało do pracy za granicę. Jednym z głównych kierunków jest Arabia Saudyjska, mimo że ma jedne z najwyższych opłat rekrutacyjnych dla szukających pracy cudzoziemców.
Od 1991 roku do pracy w Arabii wyjechało ok. 300 tys. Bengalek. Wiele z nich było molestowanych i wyzyskiwanych. Rzadko jednak rezygnują z pracy, bo utrzymują pozostawioną w kraju rodzinę.
Według Human Rights Watch (HRW) pracodawcy konfiskują paszporty, wstrzymują wypłaty i zmuszają migrantów do pracy wbrew ich woli. Pracownicy, którzy opuszczają pracodawcę bez ich zgody, mogą zostać oskarżeni o „ucieczkę” i skazani na więzienie i deportację.
W ciągu ostatnich 5 lat prawie 70 pracujących w Arabii Saudyjskiej Bengalek zmarło, ponad 50 z nich popełniło samobójstwo.
Wyrok kary śmierci dla Al-Jizani organizacje praw człowieka oceniły jako rzadki przykład uznania pracodawcy za winnego znęcania się nad pracownikiem.