Kij czy marchewka? Jak firmy próbują walczyć z palaczami

Palenie papierosów staje się coraz mniej popularne, a do społecznego nacisku piętnującego palaczy zaczynają dołączać pracodawcy. Część z nich stawia na restrykcje, ale przybywa też firm oferujących pomoc w rzuceniu nałogu.

Aktualizacja: 24.09.2018 08:35 Publikacja: 23.09.2018 21:00

Kij czy marchewka? Jak firmy próbują walczyć z palaczami

Foto: Fotolia

Czasy niemiłosiernie zadymionych biur i kawiarni, korytarzy urzędów, pokoi nauczycielskich, pociągów czy nawet samolotów, mamy już szczęśliwie za sobą. Dzisiaj papieros w ustach jest passé, a po zakazie palenia w miejscu pracy poza wyznaczonymi strefami kolejne przestrzenie publiczne są czyszczone z tzw. dymku.

Palcie pod chmurką

Co nie znaczy, że palacze w pracy są bezwzględnie tępieni. Pracodawcy starają się raczej wyznaczyć jakieś miejsce dla swoich pracowników-nałogowców. Niektóre firmy inwestują w profesjonalne palarnie (choć to drogie przedsięwzięcie), najczęściej zaś dają możliwość palenia pod chmurką.

– W naszej firmie obowiązuje zakaz palenia w budynkach, poza terenem biura są wyznaczone miejsca dla osób palących – informuje giełdowa spółka LPP (właściciel m.in. Reserved). – W jednostkach organizacyjnych typu zamkniętego, jak np. sortownie, zostały wyznaczone na zewnątrz obiektu miejsca oznaczone z napisem: „Tu wolno palić" – podaje Poczta Polska. Szczególnych uregulowań w tym zakresie nie ma PKP SA. Miejsca dla palących są wyznaczone poza siedzibą spółki – twierdzi potentat kolejowy w Polsce.

Czytaj także: Producenci oburzeni nowymi przepisami. Slimy w grubej paczce 

W sumie można mówić o pewnej tolerancji dla palaczy i względnej równowadze pomiędzy ich potrzebami a interesem osób niepalących. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Gdański Uniwersytet Medyczny wśród pracodawców. Okazuje się, że ponad połowa firm uważa, że palenie to osobista sprawa pracownika a pracodawcy nic do tego.

To nastawienie może się jednak zmienić. Obok kampanii prozdrowotnych, wskazujących na szkodliwość palenia, przybywa badań na temat strat finansowych, jakie firmy ponoszą w efekcie nawyków palaczy. A strat firmy już nie będą tolerować...

Przykładowo: z badań agencja zatrudnienia Work Service wynika, że 24 proc. Polaków codziennie pali w miejscu pracy. Średnio wypalają po 8,7 papierosa, robiąc sobie kilka kilkuminutowych przerw. I choć w tym czasie nie pracują, to pobierają wynagrodzenie. Eksperci Work Service wyliczyli więc, że takie „płacenie" za bezproduktywnie spędzony czas kosztuje pracodawców ok. 30 mln złotych dziennie. W skali roku mamy już około 8 mld zł strat.

– Jeden papieros to tylko kilka minut, ale palacz przez 250 dni pracy w ciągu roku poświęci na palenie łącznie 160 godzin – zwraca uwagę Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP. – Dzieląc ten czas na 8-godzinne dni pracy, jest to 20 dni! Czyli de facto drugi urlop – alarmuje.

Odpracuj stracony czas

Wyliczenia strat sprawiły, że Pracodawcy RP ruszyli we wrześniu z kampanią „Firma wolna od tytoniu" (w ramach programu Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego). – Palący pracownik jest mniej wydajny, bo przerywa pracę. Jest też bardziej podatny na choroby i absencje – podkreśla Malinowski. Chodzi o to, że palenie pod chmurką praktykuje się także jesienią i zimą, co sprawia, że nałogowcy są bardziej narażeni np. na przeziębienia.

Do tego grupa ludzi w oparach dymu i chodnik usłany niedopałkami przed wejściem do eleganckiego biurowca psuje wizerunek firmy (zgadza się z tym stwierdzeniem około połowa ankietowanych pracodawców). Eksperci przypominają też, że z kolei wśród osób niepalących może pojawić się poczucie niesprawiedliwości, bo skoro mają mniej przerw, to więcej pracują – z czym zgadza się mniej więcej połowa badanych.

Kampania „Firma wolna od tytoniu" ma się stać punktem zwrotnym w traktowaniu problemu palenia w pracy. – Nie chcemy stygmatyzować palaczy – zastrzega Andrzej Malinowski. – Kładziemy nacisk na koszty palenia dla firm po to, by przekonać pracodawców do wspierania pracowników w rzucaniu palenia. To wsparcie może przyjmować różne formy – wyjaśnia.

Jak pracodawca może pomóc w walce z paleniem? – Firmy podchodzą do tego bardzo różnie – przyznaje Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy. Niektóre traktują nałóg dosyć restrykcyjnie – już na etapie rekrutacji. Choć pytanie kandydata o to, czy pali, nie jest dozwolone, lecz część firm stara się nie zatrudniać palaczy ze względu na związane z tym koszty (np. konieczność wydzielania specjalnych stref).

Sporo przedsiębiorstw, (zwłaszcza w sektorze produkcyjnym) decyduje się też na wdrożenie systemów kontroli czasu pracy. Popularne karty zbliżeniowe pozwalają dokładnie określić, ile trwała przerwa na dymek. Zwykle ma to wymuszać większą dyscyplinę pracy, a palacze niekiedy są „zmuszani" do odpracowania straconego czasu (o ile wyjście na papierosa przekracza czas przysługujący na odpoczynek w pracy.

Promocja niepalenia

– Firmy intensywnie szukają sposobów na poprawę wydajności pracy, zaczyna się liczyć każda minuta, więc kwestia podejścia do palaczy będzie nabierać znaczenia – przewiduje Andrzej Kubisiak. I ocenia, że lepiej niż restrykcje sprawdzają się narzędzia motywujące palaczy do ograniczenia nałogu. Szczególnie w branżach tzw. kreatywnych, gdzie – jak twierdzą palacze – przerwa na dymek to najlepszy sposób na skupienie myśli i rozwiązywanie problemów.

Pewien odsetek firm – co prawda na razie niewielki – już zresztą takie metody stosuje. Wprowadzają je w ramach programów well-being i promocji zdrowego trybu życia, które zachęcają m.in. do sportu i zdrowego odżywiania, albo wprost finansują palaczom terapię odwykową.

– Im więcej takich rozwiązań, tym lepiej. A moim zdaniem warto też wprowadzać jeszcze bardziej bezpośrednie zachęty dla niepalących – np. jeden czy dwa dni dodatkowego urlopu – proponuje Kubisiak.

Praca
Polak otwarty na nowe technologie w pracy
Praca
Pracownicy boją się drogich wakacji. Cenne wczasy pod gruszą
Praca
Globalne odchudzanie kadr szybko się nie skończy
Praca
Wiemy, jaka jest praca marzeń Polaka
Praca
Polaka ciągnie do motoryzacji i do branży medycznej
Praca
Tych zawodowych wyborów Polacy żałują najczęściej