Od początku marca trwa kolejna karuzela stanowisk – do tej pory prezydent usunął dziesięciu gubernatorów. Niezależni politolodzy sprawdzili, na co mogą liczyć zwalniani urzędnicy.
– Najpopularniejsze jest przejście do Senatu: to faktyczna emerytura połączona z elementami immunitetu – powiedział Michaił Winogradow, szef niezależnej „Petersburskiej Polityki", która śledziła losy rosyjskich gubernatorów.
Jednak do Senatu trafiło jedynie 17 spośród 100 szefów regionalnych władz wykonawczych. Za to aż dziesięciu wylądowało w więzieniu, areszcie lub areszcie domowym. „Petersburska Polityka" prowadziła podobne badania w latach 2005–2012. Wtedy sprawami karnymi zakończyły się kariery tylko czterech spośród 100 gubernatorów.
Według ekspertów to regionalne elity wymuszają łagodne traktowanie swoich szefów, łącznie z odsyłaniem ich do Senatu. Kreml rozsyła do regionów swoich nominatów, „spadochroniarzy" niemających zazwyczaj nic wspólnego z miejscem objęcia władzy ani doświadczenia w publicznej polityce.
Najlepszym przykładem był oficer FSB Jewgienij Ziniczew, który w 2016 roku przez dwa i pół miesiąca był gubernatorem Kaliningradu. Do rekordowo krótkich rządów dołożył wtedy najkrótszą konferencję prasową w historii Rosji – trwała półtorej minuty. W zamian za lojalność wobec takich nominatów regionalne elity „dostają czasowe gwarancje uwzględniania swoich interesów w polityce kadrowej i gospodarczej następcy, a także immunitet chroniący przed kontrolą antykorupcyjną" – sądzi politolog Aleksander Pożałow. Gwarantem wypełniania porozumienia jest były gubernator siedzący w Senacie.
Stabilizacja elit regionalnych sprawia, że znacznie mniej byłych urzędników znika w ogóle z życia publicznego (24 w latach 2005–2012, obecnie tylko dziewięciu). Również po 2011 r. byli gubernatorzy robili największe kariery: Siergiej Szojgu z regionu moskiewskiego został ministrem obrony, Aleksiej Gordiejew z Woroneża – wicepremierem, a Walentina Matwijenko z Petersburga – szefową Senatu. Dla 13 z nich odejście z regionu było równoznaczne z awansem. – To była i nagroda dla odchodzących, i gwarancja dla przychodzących (że i oni też coś dostaną na zakończenie swych kadencji – red.) – uważa Winogradow.
Czternastu kolejnych przeszło do biznesu. Ten bardzo zachodni rodzaj kariery w Rosji oznacza po prostu wysokie stanowisko w największych korporacjach państwowych (np. kolejach czy spółkach Gazpromu), co niezbyt różni się od pracy urzędniczej.
„Znalezienie pracy odchodzącemu gubernatorowi minimalizuje ryzyko podjęcia przez niego politycznej aktywności sprzecznej z interesami Kremla" – uważają eksperci „Petersburskiej Polityki".
– Ale kto awanturował się, odchodząc, ten nie dostawał niczego. Albo trafiał za kratki – mówi Nikołaj Mironow.