Głosowanie będzie jednym z najpoważniejszych sprawdzianów jedności Kanady od dziesięcioleci. Alberta, położona na zachodzie kraju i bogata w złoża ropy naftowej, od lat pozostaje jednym z głównych ośrodków niezadowolenia z polityki władz federalnych.

Mieszkańcy otrzymają dwie możliwości wyboru. Pierwsza oznacza pozostanie w Kanadzie, druga zobowiąże władze prowincji do rozpoczęcia procedury prawnej prowadzącej do przeprowadzenia wiążącego referendum w sprawie niepodległości. Poniedziałkowe głosowanie nie będzie więc oznaczało natychmiastowego oderwania Alberty od Kanady.

Czytaj więcej

Kanada może stracić bogatą prowincję. Alberta blisko referendum

Premier prowincji Danielle Smith ogłosiła referendum w maju, choć sama opowiada się za zachowaniem jedności kraju. Decyzję podjęła pod presją ruchu separatystycznego, którego przedstawiciele zebrali ponad 300 tys. podpisów pod petycją dotyczącą niepodległości.

Dlaczego Alberta chce odłączyć się od Kanady?

Głównym źródłem niezadowolenia separatystów jest polityka gospodarcza i energetyczna Ottawy. Alberta należy do najważniejszych regionów wydobycia ropy naftowej w Kanadzie, a jej mieszkańcy od lat spierają się z władzami federalnymi o budowę rurociągów, regulacje środowiskowe i podział dochodów.

Zwolennicy niepodległości przekonują, że prowincja wnosi do kanadyjskiej gospodarki więcej, niż otrzymuje z budżetu federalnego. Zarzucają również władzom w Ottawie nadmierną ingerencję w sprawy regionu.

Czytaj więcej

Partia rządząca w Quebecu wskazuje Donalda Trumpa jako swojego przeciwnika

Na czele ruchu separatystycznego stoją Mitch Sylvestre, przedsiębiorca z Bonnyville, oraz Jeffrey Rath, prawnik z Calgary. Obaj związani są z organizacją Alberta Prosperity Project, która oskarża kolejne liberalne rządy federalne o hamowanie rozwoju prowincji.

Część separatystów chce wykorzystać groźbę oderwania się od Kanady do uzyskania większej autonomii. Inni opowiadają się za utworzeniem niezależnego państwa. Są również zwolennicy przyłączenia Alberty do USA.

Rath przekonywał w rozmowie z BBC, że Alberta ma więcej wspólnego kulturowo z niektórymi regionami Stanów Zjednoczonych niż z pozostałą częścią Kanady. Kilkakrotnie odwiedzał Waszyngton, gdzie wraz z innymi separatystami spotykał się z przedstawicielami administracji Donalda Trumpa. Rozmowy dotyczyły między innymi możliwości uzyskania amerykańskiego wsparcia finansowego przez niepodległą Albertę.

Referendum w Albercie. Większość mieszkańców chce pozostać w Kanadzie

Mimo aktywności separatystów sondaże wskazują na wyraźną przewagę przeciwników niepodległości. Z badania firmy Leger, opublikowanego na początku października, wynika, że 70 proc. mieszkańców chce utrzymania Alberty w granicach Kanady. Nieco ponad 20 proc. popiera rozpoczęcie procedury prowadzącej do referendum niepodległościowego, a 7 proc. pozostaje niezdecydowanych.

Podobne wyniki przyniósł wrześniowy sondaż Janet Brown Opinion Research dla CBC. Za pozostaniem w Kanadzie opowiedziało się 72 proc. respondentów, natomiast 23 proc. poparło stanowisko separatystów.

Czytaj więcej

„Kanada skończy jako 51. stan, będą na naszym talerzu”. Donald Trump na kampanijnym szlaku

Przeciwko oderwaniu prowincji występuje również część jej mieszkańców skupiona wokół inicjatywy Forever Canadian. Petycję w obronie jedności kraju, zorganizowaną przez byłego wicepremiera Alberty Thomasa Lukaszuka, podpisało ponad 400 tys. osób.

Sprawa wywołała także sprzeciw przedstawicieli rdzennych społeczności. Sąd Alberty zakwestionował wcześniej separatystyczną inicjatywę referendalną, wskazując na brak konsultacji z Pierwszymi Narodami, których ziemie mogłyby zostać objęte procesem tworzenia niepodległego państwa. Rząd prowincji odwołał się od tego rozstrzygnięcia.

Premier Kanady Mark Carney oraz lider federalnej Partii Konserwatywnej Pierre Poilievre opowiedzieli się za utrzymaniem Alberty w granicach kraju. Sama Danielle Smith zapowiedziała, że zagłosuje przeciwko rozpoczęciu procesu niepodległościowego.