Zdaniem Evansa torysi "sami się sabotowali", po tym jak przedstawili rozwiązania socjalne sprzeczne z oczekiwaniami ich naturalnych wyborców.

- To był niezwykły samobój, strzeliliśmy sobie w głowę - mówił Evans. - Świetny, na początku, projekt został skierowany na manowce. I to my to zrobiliśmy - ubolewał parlamentarzysta.

Na "okropną kampanię" narzekała też konserwatywna posłanka Anna Soubry, która zaapelowała do Theresy May, by ta zastanowiła się nad swoją przyszłością (May zapowiedziała już, że nadal będzie kierować brytyjskim rządem - red.).

Soubry zarzuciła swojej partii, że ta przedstawiała swoje pomysły "w zniechęcający sposób", a poza tym dokonała niezrozumiałego zwrotu w sprawie kosztów świadczeń socjalnych.

May skrytykowali też byli członkowie administracji Davida Camerona odpowiedzialni za komunikację: Andy Coulson i Craig Oliver.

Coulson ocenił, że kampania wyborcza w wykonaniu konserwatystów była chaotyczna i "na pewno nikt nie nazwie jej sukcesem".

Po podliczeniu głosów we wszystkich 650 okręgach jednomandatowych, rządzący Wielką Brytanią od 2010 roku torysi uzyskali 318 mandatów (o 13 mniej niż w poprzednich wyborach w 2015 roku), a opozycyjna Partia Pracy - 262 (o 30 więcej). Tym samym żadne z największych ugrupowań nie uzyskało bezwzględnej większości (326), która pozwoliłaby na samodzielne rządy. Wynik interpretowany jest jako porażka premier Theresy May, która zwołała w kwietniu przedterminowe wybory parlamentarne, aby wzmocnić swoją 17-mandatową bezwzględną większość w Izbie Gmin.