Swietłana Izambajewa, fryzjerka z nadwołżańskiego miasta Czeboksary, wirusem HIV zaraziła się w 2003 r. od młodszego mężczyzny, z którym nawiązała wakacyjny romans. W rozmowie z dziennikarzami telewizji Al-Dżazira kobieta przyznała, że kiedy usłyszała diagnozę, wpadła w depresję. Myślała wówczas, że zostało jej raptem kilka lat życia. Dopiero po rozmowie z aktywistami jednej z organizacji pozarządowych zrozumiała, z czym przyszło jej się zmierzyć.

Dwa lata później Izambajewa zgodziła się wziąć udział w konkursie na najładniejszą Rosjankę zakażoną wirusem HIV. Tym samym stała się jedną z niewielu osób w Rosji, które publicznie przyznały się do swojej choroby. Na ironię zakrawa fakt, że zwycięstwo w konkursie, który był częścią kampanii na rzecz lepszego traktowania zakażonych, sprowadziło na kobietę kłopoty. Kiedy w 2009 r. zmarła jej matka, Izambajewej odmówiono prawa do opieki nad młodszym bratem.

Od urzędników usłyszała, że ma chorobę zakaźną, dlatego chłopcem będzie się mogła zająć, gdy ją wyleczy (sic!). Dopiero po ośmiu procesach sąd pozwolił jej adoptować małego Saszę. Obecnie Swietłana wraz z mężem, również nosicielem wirusa HIV, dwójką dzieci oraz bratem mieszka w Kazaniu, gdzie założyła fundację pomagającą innym chorym. Bo na władze w tej materii liczyć nie można.

Zagrożenie dla narodu

W mroźny styczniowy poranek 2010 r. przed budynkiem sądu konstytucyjnego w Petersburgu grupa aktywistów rozwinęła 30-metrowy czarny baner, na którym białą farbą napisano: „Połowa leczenia – połowa praw". Część manifestantów przebranych za pielęgniarki trzymała w rękach brzozowe krzyże, do których przymocowano kartki z nazwiskami ludzi zakażonych wirusem HIV oraz przyczyną ich śmierci: „Odmówili mi leczenia, bo powiedzieli, że brakuje pigułek", „Zmieniono mi sposób leczenia". Celem akcji było zwrócenie uwagi władz na problem systematycznych przerw w dostawach leków niezbędnych w terapii oraz brak odpowiedniej diagnostyki w placówkach medycznych w całym kraju.

Po kilkunastu minutach przed budynkiem sądu pojawili się milicjanci, którzy zażądali rozwiązania nielegalnej demonstracji. Kiedy aktywiści odmówili, wszyscy zostali zatrzymani i przewiezieni na posterunek. Po przesłuchaniu jeden z manifestantów przyznał działaczom Fundacji Andreja Ryłkowa, pomagającej osobom uzależnionym od narkotyków i zakażonym wirusem HIV, że ich nadzieje na bycie wysłuchanymi zostały ostatecznie pogrzebane, a państwo nie pozostawiło im żadnego wyboru. „Bez leków wszyscy umrzemy", podsumował mężczyzna.

Mimo upływu ośmiu lat od tego wydarzenia chorzy w Rosji wciąż w większości przypadków są pozostawieni sami sobie. A jest ich coraz więcej. Według danych oenzetowskiej agendy ds. walki z HIV/AIDS (UNAIDS) w 2015 r. Federacja Rosyjska zajęła trzecie miejsce na świecie, za RPA i Nigerią, jeśli chodzi o liczbę nowych zakażeń wirusem HIV. Wówczas chodziło o 95 tys. ludzi. Rok później nowych przypadków było już 100 tys., z czego ponad połowę stanowiły kobiety. To oznacza, że dziennie wirusem zaraża się ok. 275 osób. W styczniu 2016 r. 26-letnia kobieta z Rostowa nad Donem została milionowym obywatelem, u którego oficjalnie wykryto HIV. Część ekspertów uważa jednak, że do tej liczby należy dodać jeszcze co najmniej 500 tys. niezdiagnozowanych osób żyjących z wirusem. Łącznie daje to 1 proc. całej populacji kraju. Zaledwie sześć lat wcześniej chorych było o połowę mniej.

Najczęściej do zakażenia wirusem dochodzi wśród młodych ludzi w wieku od 25 do 35 lat. Co więcej, problem ten już dawno przestał dotyczyć tylko osób zaliczanych do grup ryzyka, czyli narkomanów, homoseksualistów i pracowników seksualnych. – Jeszcze 10 lat temu prawie 80 proc. nowych przypadków zakażeń dotyczyło osób przyjmujących narkotyki dożylnie. Rok temu już połowa nowych zachorowań była wynikiem heteroseksualnego seksu – zauważa Iwan Warencow, ekspert fundacji Eurasian Harm Reduction Network's, która pomaga uzależnionym od narkotyków. Mimo tych doniesień rosyjskie władze pomniejszają skalę problemu i zapewniają, że sytuacja jest pod kontrolą, a wręcz idzie ku lepszemu. – Od dobrych kilku lat mamy już do czynienia z epidemią. I choć Ministerstwo Zdrowia ukrywa te dane, to w samym tylko Jekaterynburgu zainfekowanych jest prawie 2 proc. mieszkańców – mówi Maksim Małyszew z Fundacji Andreja Ryłkowa. Podobnie zła sytuacja jest w Orsku, Orenburgu, Irkucku, Moskwie, Petersburgu czy Omsku.

Jak zauważają dziennikarze magazynu „Foreign Policy", tak dużo zachorowań akurat w tych miastach nie jest dziełem przypadku. Po rozwiązaniu ZSRR w 1991 r. do zmagającej się z kryzysem gospodarczym Rosji zaczęli przyjeżdżać pierwsi handlarze narkotyków ze zrujnowanego radziecką interwencją Afganistanu. Wraz z rozwojem tego procederu lawinowo rosła także liczba Rosjan uzależnionych od używek, przyjmowanych najtańszą, dożylną metodą. To z kolei sprzyjało rozprzestrzenianiu się wirusa HIV. W krótkim czasie handel heroiną pochodzącą z Afganistanu stał się wielomiliardowym biznesem, a w miejscach, przez które przechodziły trasy przemytników, zaczęły występować epicentra lokalnych epidemii. Gdy władzom udało się wreszcie ograniczyć ilość narkotyków na rynku, młodzi Rosjanie zaczęli eksperymentować z chemikaliami wytwarzanymi chałupniczo w garażach.

Upadek komunizmu oznaczał także wyzwolenie seksualne. W całym kraju jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać domy publiczne i kluby dla gejów. Na ulicach pojawiły się prostytutki. Przygodny seks, często bez zabezpieczeń, również sprzyjał rozwojowi wirusa. Prof. Wadim Pokrowski, od wielu lat dyrektor Federalnego Centrum ds. Walki z AIDS, w rozmowie z dziennikarzami brytyjskiego dziennika „The Guardian" twierdzi, że jeśli władze nie podejmą odpowiednich kroków, to już w 2020 r. zakażonych będzie 3 mln obywateli Federacji Rosyjskiej. „To zagrożenie dla całego narodu", ostrzega naukowiec. Biorąc jednak pod uwagę, że szwankuje zarówno leczenie osób już chorych, jak i prewencja, która ma pomóc ograniczyć liczbę nowych zakażeń, katastrofy trudno będzie uniknąć.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Władze polecają modlitwę

Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia najbardziej skuteczną metodą leczenia osób żyjących z wirusem HIV jest terapia antyretrowirusowa. Dzięki przyjmowaniu odpowiednich leków nie tylko poprawia się stan zdrowia i odporność pacjentów, ale także spada ryzyko rozwoju AIDS oraz zakażenia innych osób. W Rosji z ponad miliona chorych tylko co czwarty otrzymuje takie leczenie. Reszta nie korzysta z niego z powodu zbyt niskich nakładów na służbę zdrowia, strachu przed społecznym ostracyzmem albo braku wiedzy o chorobie. Oszczędności budżetowe doprowadziły do tego, że nawet ci pacjenci, którym udało się zakwalifikować na terapię, zamiast nowoczesnych środków otrzymują często jedynie ich tańsze substytuty z krajów azjatyckich. – Robi się tak bez względu na skutki uboczne, jakie mogą wywoływać. Często nie przestrzega się też zasad leczenia albo następują przerwy w kuracji – wylicza Małyszew.

Co gorsza, wraz ze spadkiem wartości rubla ceny importowanych leków antyretrowirusowych wciąż rosną. Według danych Banku Światowego obecnie kosztują one w Rosji ponadtrzykrotnie więcej niż w innych państwach. Chorzy nie zawszę mogą też liczyć na odpowiednią opiekę. W rozmowie z dziennikarzami telewizji ABC szefowa centrum leczenia AIDS przy jednym z moskiewskich szpitali powiedziała, że obecnie jej przychodnia zajmuje się prawie 40 tys. pacjentów. W ciągu jednego dnia lekarz musi zbadać co najmniej 70 osób. Nic dziwnego, że chorzy stoją w długich kolejkach i mają trudności z zapisaniem się do specjalisty.

W Orsku władze rozpoczęły budowę nowoczesnego centrum walki z AIDS, ale z braku funduszy budowa nigdy nie została dokończona. W innych szpitalach brakuje m.in. testów na obecność wirusa HIV i sprzętu medycznego potrzebnego do przeprowadzenia innych badań. Dwa lata temu Kreml przyjął co prawda nową strategię walki z HIV, która zakłada m.in. zwiększenie wydatków na leczenie i opiekę nad chorymi, ale większość jej zapisów pozostaje na papierze. – W 2016 r. Ministerstwo Zdrowia miało dostać 20 mld rubli na kupno leków, ale tę kwotę zmniejszono. Resort poprosił też o dodatkowe 21 mld, ale mu odmówiono. Za te cięcia odpowiada Ministerstwo Finansów, które prowadzi politykę oszczędności – przypomina Warencow. Eksperci ostrożnie szacują, że na powstrzymanie epidemii potrzeba rocznie ponad 100 mld rubli. Inaczej leczona będzie mogła być tylko połowa zakażonych.

Nie lepiej sytuacja wygląda na szczeblu lokalnym. Dziennik „Kommiersant" twierdził w zeszłym roku, że finansowanie dla poszczególnych regionów zostało zmniejszone o ponad 40 mln rubli. I tak np. Tatarstan otrzymał o 27 proc. mniej pieniędzy na zakup leków, a Kraj Krasnojarski – o 20 proc. W zamian władze proponują proste rozwiązanie problemu, które sprowadza się do trzech słów: „Wiara, wstrzemięźliwość i rodzina". Na jednej ze stołecznych konferencji poświęconych AIDS znalazła się nawet broszura pt. „Jak modlitwa może wyleczyć HIV".

W putinowskiej Rosji, w której Kreml wspólnie z częścią prawosławnego duchowieństwa promuje jako jedyne słuszne ultrakonserwatywne wartości, osoby zakażone wirusem HIV bardzo często padają ofiarą dyskryminacji. Wiele z nich z powodu choroby traci pracę, a nawet znajomych i rodziny. W społeczeństwie wciąż pokutuje myślenie, że wirus to wyłącznie problem ludzi z marginesu, prostytutek albo homoseksualistów, którzy zarazili się na własne życzenie, dlatego nie warto się nimi zajmować. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze wielu chorych boi się rozpocząć leczenie. Szczególnie kiedy nie zawsze może liczyć na zachowanie tajemnicy lekarskiej. Dwa lata temu Al-Dżazira opisała przypadek mieszkańca Kazania, który zaczął kurację w lokalnej klinice. Kilka dni później lekarz przekazał informację o jego chorobie znajomym mężczyzny. Podobna sytuacja spotkała 18-latkę z Moskwy, która wirusem zaraziła się od swojego narzeczonego. Gdy badanie krwi wykazało, że dziewczyna ma HIV, lekarz zadzwonił po jej matkę. Kobieta oskarżyła córkę o prostytucję i narkomanię oraz odizolowała ją od reszty rodziny. „Przez sześć lat musiałam jej kłamać, że wynik badania był błędny", zwierzyła się dziennikarzom ABC dziewczyna.

Zdarza się, że lekarz, wiedząc, że pacjent, który przyszedł do niego np. ze złamaniem, jest zakażony, nie chce go badać. Z tych samych przyczyn również m.in. geje boją się rozpocząć leczenie. Podpisana w 2013 r. przez Władimira Putina ustawa zakazująca propagowania homoseksualizmu tylko podsyciła i tak już silne nastroje homofobiczne w kraju. Coraz częściej osoby o innej orientacji seksualnej stają się ofiarami agresji. Nie tylko słownej.

Inną grupą nieprzyjmującą leków są ludzie, którzy negują istnienie HIV i AIDS. – Źródeł tego fenomenu należy szukać w braku odpowiedniej wiedzy i zbyt małej liczbie placówek medycznych – twierdzi Małyszew. Gdy Rosjanin dowiaduje się, że ma wirus HIV, bardzo rzadko może liczyć na wsparcie psychologiczne. Z tego powodu, jak mówi na łamach brytyjskiego dziennika „The Independent" Kirył Barski, dyrektor moskiewskiego stowarzyszenia pacjentów, zdesperowany chory zaczyna szukać informacji o wirusie w internecie. Tam natychmiast natyka się na setki pseudonaukowych stron zapewniających, że coś takiego jak HIV nie istnieje albo że można się wyleczyć w prosty sposób, np. stosując odpowiednie zioła. – Na forach i portalach społecznościowych codziennie pojawia się mnóstwo podobnych wpisów – zauważa w rozmowie z „Plusem Minusem" prof. Pokrowski. Lekarzom i aktywistom trudno przebić się z prawdą o chorobie, zwłaszcza że zwolenników teorii spiskowych nie brakuje nawet w państwowej telewizji. Była lekarz wojskowa Olga Kowjech wątpiąca w istnienie AIDS i zapalenia płuc bardzo często wypowiada się w mediach jako ekspert ds. zdrowia.

Mity i kłamliwe informacje coraz częściej prowadzą do tragedii. Dwa lata temu sąd w Permie na Syberii uznał za winną śmierci syna matkę, która przez lata odmawiała leczenia dziecka. Podobny proces toczył się w Tiumeniu, gdzie rodziców uważających HIV za bzdurę oskarżono o doprowadzenie do śmierci dwuletniej córki.

Od końca lat 80. ubiegłego wieku z powodu nieleczonego HIV, który rozwinął się w AIDS, w Rosji zmarło ponad 220 tys. osób. Wielu z nich można było pomóc. Wielu innych wciąż można ochronić przed takim losem. Pod warunkiem, że władze zrozumieją, na czym polega prewencja.

Dostojewski uczy seksu

Anna Alimowa – jak zwykła to czynić co pewien czas – staje wieczorem przed jedną z moskiewskich aptek i oferuje ludziom torby pełne nowych strzykawek. Na ulicy wokół niej leży mnóstwo opakowań po kroplach, które rosyjscy narkomani wstrzykują sobie dla wzmocnienia efektu zażytych substancji. Przechodzący obok mężczyzna bierze od niej strzykawki. Kobieta, widząc jego podkrążone oczy, pyta o zdrowie. Po krótkiej rozmowie daje mu jeszcze darmowe prezerwatywy i wizytówkę Fundacji Andreja Ryłkowa, w której pracuje. Jej wolontariusze każdego dnia małym busem pełnym przyborów medycznych jeżdżą po Moskwie, rozdając ludziom nowe strzykawki, bandaże i prezerwatywy. Robią to, by zwiększyć szanse osób uzależnionych od narkotyków na uniknięcie zakażenia wirusem HIV.

Do 2009 r. taką działalność prowadziło też państwo, głównie dzięki pieniądzom z organizacji Global Fund. Gdy ta skończyła finansować program, ponieważ Rosja osiągnęła status państwa wysoko rozwiniętego, władze przestały go kontynuować. Wszystko spoczęło na barkach nielicznych fundacji i stowarzyszeń pozarządowych, którym Kreml nie ułatwia zadania. W 2012 r. Duma przyjęła prawo nakazujące wszystkim organizacjom pozarządowym otrzymującym zagraniczne granty zarejestrować się jako „zagraniczny agent". Taki status przyznano ponad setce stowarzyszeń, także tym zajmującym się walką z HIV i AIDS. Ustawa zszargała ich dobre imię oraz znacznie utrudniła pracę.

Dwa lata temu „Kommiersant" cytował eksperta, który nazwał jedną z organizacji rozprowadzającących darmowe prezerwatywy „uczestnikiem wojny hybrydowej zmierzającej do obalenia rządu". Takie głosy nie są wyjątkiem.

W Rosji antykoncepcja, promowanie bezpiecznego seksu budzi kontrowersje. Gdy rosyjska cerkiew prawosławna sprzeciwiła się edukacji seksualnej w szkołach, Kreml wycofał zajęcia z programu. Dwa lata temu ówczesny pełnomocnik prezydenta ds. obrony praw dziecka Paweł Astachow zapewniał, że najlepszą wiedzę o bezpiecznym seksie dzieci znajdą w dziełach Dostojewskiego i Tołstoja. Zdaniem powiązanego z rządem Instytutu Badań Strategicznych to prezerwatywy są winne rozwojowi epidemii. Za ich pomocą zagraniczne koncerny mają zachęcać nastolatki do uprawiania seksu, co może prowadzić do zakażenia wirusem HIV. Wiele osób wypowiadających się publicznie przekonuje, że środki antykoncepcyjne są amerykańskim wymysłem, który ma zmniejszyć dzietność Rosjan.

Na świecie ważną częścią działań prewencyjnych promowanym przez UNAIDS jest terapia metadonowa. Polega ona na podawaniu osobom uzależnionym od ciężkich narkotyków przyjmowanych metodą dożylną bezpieczniejszych substytutów aplikowanych doustnie. Dzięki temu do zera spada ryzyko zakażenia się wirusem HIV z powodu używania zainfekowanej igły. – W Rosji wielu polityków i ministrów nie wierzy w skuteczność tej mteody i uważa, że promuje się ją w wyniku spisku zachodnich firm farmaceutycznych – mówi Warencow.

Kreml już w 1997 r. zdelegalizował projekt metadonowy, twierdząc, że propaguje narkomanię. Do walki z lekarzami i pacjentami, którzy go stosowali, wysłano funkcjonariuszy Federalnej Służby Kontroli Obrotu Narkotykami i Środkami Psychoaktywnymi. „Propagowanie przez władze konserwatywnych wartości doprowadziło do tego, że metadon, podobnie jak tolerancja dla gejów, jest uważany za wynalazek zgniłego Zachodu", tłumaczy na łamach pisma „Foreign Policy" Siergiej Łukaszewski, dyrektor Centrum Sacharowa.

Transgraniczny wirus

Jeśli Kreml nie zahamuje rozwoju epidemii, to zacznie ona wpływać również na stan rosyjskiej gospodarki. Bank Światowy już w maju 2001 r. prognozował, że w najgorszym z możliwych scenariuszy liczba chorych po 2020 r. wzrośnie do 14 mln. Eksperci oszacowali również, że będzie się to wiązać ze spadkiem wydajności siły roboczej, obniżeniem poziomu inwestycji oraz zmniejszeniem się PKB nawet o 10 proc.

Powody do zaniepokojenia mogą mieć także sąsiedzi Rosji, w tym Polska. Według danych Straży Granicznej w 2016 r. odnotowano ponad 5 mln cudzoziemców wjeżdżających z terytorium Rosji i Białorusi do Polski. W drugą stronę granicę przekroczył ponad milion Polaków. Biorąc pod uwagę te migracje, i to jak wielu Rosjan jest nieświadomych zagrożenia, jakie niesie ze sobą wirus HIV i AIDS, problem siłą rzeczy ma oddziaływanie transgraniczne. Właśnie z tego powodu w maju zeszłego roku w Warszawie zebrało się kilkudziesięciu specjalistów ds. chorób zakaźnych z Europy Wschodniej i Środkowej (także z Rosji), by wymienić się informacjami o chorobach zakaźnych oraz przedyskutować sposoby ich skutecznego zwalczania. Naukowcy zgodnie ustalili, że najgorsza sytuacja, jeśli chodzi o wirus HIV i wirusowe zapalenie wątroby, panuje w krajach byłego ZSRR. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" prof. Andrzej Horban, krajowy konsultant ds. chorób zakaźnych, przyznał wówczas, że „kraje te znajdują się tam, gdzie my przed 30 laty, z tą różnicą, że one wciąż nie robią w tej dziedzinie nic". Na pytanie, co można zrobić, by zmienić tę sytuację, profesor podkreślił, że powinno się naciskać na rządy tych państw, aby jak najszybciej podjęły działania rekomendowane przez lekarzy i międzynarodowe organizacje zajmujące się zdrowiem.

W grudniu zeszłego roku, w związku ze zbliżającymi się mistrzostwami świata w piłce nożnej UNAIDS mianował ich ambasadorkę Wiktorię Łopyriewą swoją specjalną przedstawicielką. Do jej zadań należy m.in. zwiększanie świadomości o wirusie HIV i promowanie metod prewencji wśród milionów kibiców, którzy przyjadą wspierać swoje drużyny. Problem w tym, że aby w ogóle myśleć o powstrzymaniu rosnącej epidemii HIV, Kreml musi najpierw przyznać, że w Rosji żyją narkomani, prostytutki i homoseksualiści. A przecież według rządowej propagandy kraj jest wolny od tych „problemów". ©?

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95