I wydaje się, że tak właśnie jest w tej chwili. Po ludzku nie ma szans na to, by Kościół w Polsce stanął w prawdzie i miłosierdziu wobec ofiar, by oczyścił się i rozliczył nie tylko przestępców (w których wciąż wielu widzi ofiary niesłusznych oskarżeń), ale także tych, którzy przez lata umożliwiali ich działanie w imię fałszywego miłosierdzia czy korporacyjnej solidarności. Milczenie przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, rady stałej Episkopatu, wszystkich metropolitów i rzeszy biskupów ordynariuszy, a także nuncjatury już nie tylko po filmie braci Sekielskich, ale też po bezprecedensowym ataku bp. Edwarda Janiaka na prymasa Polski Wojciecha Polaka, jest tego smutnym potwierdzeniem. Jedyne, co mają biskupi dla ofiar najpierw przestępców, a potem zaniedbań i naruszeń obowiązków, to... no właśnie, milczenie.

Milczenie jest także jedyną odpowiedzią pasterzy skierowaną do wiernych, którzy mogli przeczytać napisany specyficznym językiem i stylem list bp. Janiaka do braci w biskupstwie, który nie tylko zawierał ewidentne kłamstwa dotyczące spotkania braci Sekielskich z prymasem Polski, nie tylko personalny atak na abp. Polaka, ale także poważne oskarżenia wobec Konferencji Episkopatu Polski. Bp Janiak zarzucił biskupom, że nie chcieli powołania Fundacji św. Józefa, która miała zająć się pomocą dla ofiar, że zagłosowali przeciw, a wyłącznym powodem, dla którego ją powołali, były względy wizerunkowe. To zarzut poważny, a jedyną odpowiedzią na niego jest nieprecyzyjne, niekonkretne i mogące być rozmaicie interpretowane oświadczenie bp. Artura Mizińskiego. Ani przewodniczący KEP, ani Rada Stała nie zabrali głosu w tej publicznej przecież sprawie. Wierni muszą sami ocenić, komu wierzyć, jak rozumieć te zarzuty, jak je interpretować.

Można też odnieść wrażenie, że w Polsce nie mamy nuncjusza apostolskiego. Abp Salvatore Pennacchio nie zabrał głosu ani w sprawie zarzutów wobec abp. Sławoja Leszka Głodzia, ani w tej sprawie. Milczy. A gdy dziennikarz „Rzeczpospolitej" Tomasz Krzyżak chciał wręczyć mu dokumenty dotyczące sprawy innego biskupa, zgodnie z poleceniem papieża Franciszka, to ani on, ani jego pracownicy nie znaleźli czasu ani na spotkanie, ani na odpisanie na maila. Tak jakby zniknęli na długotrwałej kwarantannie.

Nadzieją wydawać mógłby się papież Franciszek, bo on akurat o tej sprawie mówi bardzo dużo i bardzo mądrze. Ale i on sam rozwiązuje sprawy punktowo, jeśli ktoś jest mu bliski, to nawet z poważnymi zarzutami może nadal pracować w Watykanie. Bp Gustavo Oscar Zanchetta, skądinąd bliski współpracownik Franciszka jeszcze z czasów argentyńskich, jest oskarżony nie tylko o posiadanie męskiej pornografii, ale także o seksualne napastowanie kleryków w seminarium w diecezji, której był ordynariuszem. W Argentynie toczy się proces, więc biskup został przerzucony do Watykanu i tam dostał ważne stanowisko. I choć na jakiś czas go zawieszono, to potem przywrócono do pracy. Tak jakby nic się nie stało, wbrew słowom, które słyszymy z ust Franciszka.

I już tylko krótki opis tego, co się obecnie dzieje, pokazuje jednoznacznie, że po ludzku wielkich nadziei na rozwiązanie problemu nie ma. Człowiek wierzący pamięta jednak, że to Bóg jest Panem historii. Abraham nie mógł mieć dziecka z Sarą. To było zwyczajnie biologicznie niemożliwe, a jednak urodził mu się syn Izaak. I to właśnie jest wiara i nadzieja Abrahama, wiara, że coś, co jest po ludzku nie do zrobienia, może się dokonać.

Bóg może wszystko zmienić, jeśli nie posługując się ludźmi Kościoła, to siłami zewnętrznymi wobec niego. I to jest jedyne źródło nadziei.