Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Stoją wozy kolorowe. Cyrk Arlekin na krakowskich Błoniach
Lidia Król-Pinder, blondwłosa właścicielka cyrku Korona, niniejszym raczy mnie poinformować, że pozostaje teraz w trasie, która trwa – jakbym nie wiedział – od marca do listopada, więc jeśli mam ochotę, mogę pofatygować się do Giżycka, gdzie dzisiaj występuje, bo przez telefon nie zwykła rozmawiać. Szkoda. I dziwna ta wyniosłość, lecz najwyraźniej Król-Pinder – pochodząca z wielopokoleniowej rodziny cyrkowców o pięknych tradycjach, mająca męża Anglika z podobnymi korzeniami – wciąż żyje w czasach świetności, które właśnie minęły. Zmieniła się bowiem rzeczywistość wokół cyrku (czytaj: Polska), a przede wszystkim on sam.
Liche światła zastąpiły kolorowe halogeny, a komunistyczny sznyt – ten światowy, lecz nie ma siły: zainteresowanie wciąż maleje. Przyjazd trupy kiedyś był świętem, wozy z trudem sunęły ulicami pełnymi gapiów, lecz teraz dorośli sarkają, że „cyrk to mają w domu", i narzekają na siermiężność tego prawdziwego, nawet dzieci trudno czymkolwiek zadziwić. Przedstawienia są skromniejsze: na arenie zamiast kilkudziesięciu artystów występuje garstka; numerów grupowych już nie ma, a najlepiej, gdyby każdy cyrkowiec wykonał kilka, bo specjalizacja nie jest w cenie. Ba, oprócz wymyku kucznego trzeba umieć naprawić samochód. Polaków zastąpili Rosjanie pracujący za procenty zwykłej stawki, którzy dzięki temu zdominowali polski cyrk.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: