Do opisania polaryzacji Olejak sięgnęła po teorię Carla Gustava Junga, bo – jak tłumaczy – dotychczasowe kategorie debaty nie oddawały już rzeczywistości. Kluczem okazał się jungowski cień: ta część nas, do której nie chcemy się przyznać nawet przed sobą, a która wychodzi na wierzch przy skrajnych emocjach. Zdaniem autorki to, czego innym zazdrościmy i czego się u nich boimy, jest silnie skorelowane z naszymi emocjami politycznymi. Reakcje wobec przeciwnika mówią więc więcej o nas niż o nim.

Reklama
Reklama

Wymiana symboli zamiast argumentów

Największym problemem jest, według rozmówczyni, utrata zdolności do dyskutowania z dystansem. Poglądu na reformę zdrowia nie odbieramy jako chłodnej analizy, lecz jako deklarację tożsamości – sygnał, czy ktoś jest wrażliwy, czy nie. Dyskusja o polityce stała się wymianą symboli. To politykom jest wygodne: nikt nie rozlicza ich z obietnic, bo skuteczniej jest zohydzić przeciwnika niż tłumaczyć się z programu.

Zbliżyliśmy się bardziej, niż nam się wydaje

Jeden z głównych wniosków książki brzmi zaskakująco: jesteśmy do siebie podobni. W obliczu najtrudniejszych spraw – bezpieczeństwa, wojny w Ukrainie, migracji – strona liberalna przesunęła się w prawo, a część prawicy wróciła bliżej centrum. Liberałowie, jak twierdzi Olejak, boją się, że zostanie obnażone, iż nie są tak otwarci, jak chcieliby myśleć, i zazdroszczą prawicy mówienia wprost. Prawica z kolei wciąż boi się mitycznego „salonu", który realnie już nie istnieje.

Czy da się z polaryzacji wyjść? Olejak przyznaje, że nie jest optymistką, ale ratuje ją Hannah Arendt i jej przekonanie o nieprzewidywalności człowieka: gdy zbierze się dość ludzi pragnących zmiany, można odwrócić nawet najbardziej dramatyczne scenariusze.

Zachęcamy do odsłuchania poprzednich odcinków podcastu „Posłuchaj Plus Minus”: