Reklama

„Triest, czyli nigdzie”: Woń dawnego imperium

Odwiedzając Piazza Unita, łatwo przywołać czasy świetności Triestu, rok – powiedzmy – 1897, gdy Franciszek Józef świętował złoty jubileusz swojego panowania, a miasto zdawało się całemu światu absolutnie spełnione, stylowe i funkcjonalne.
„Triest, czyli nigdzie”

„Triest, czyli nigdzie”

Foto: mat.pras.

Fragment książki Jan Morris „Triest, czyli nigdzie”, w przekładzie Jarka Westermarka, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne, Wołowiec 2026

Triest wciąż przesycony jest magią systemu cesarsko-królewskiego. Apodyktyczny cesarz Karol VI łypie na nas ze swej kolumny na Piazza Unita. Leopold I wznosi jabłko i berło wysoko nad Piazza della Borsa, a cesarzowa Elżbieta „Sisi”, krnąbrna żona Franciszka Józefa, stoi w cieniu drzew tuż przed dworcem kolejowym. Budynki urzędów z czasów świetności imperium górują nad wieloma ulicami niczym złowrogie mumie. Siedziby banków i firm ubezpieczeniowych chełpią się chwalebną przeszłością, która prześwieca przez lady z marmuru i mahoniu, podłogi dekorowane mozaikami czy pompatyczne rzeźby. (...)

Pozostało jeszcze 93% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama