Reklama

Po meczu kąpiel w jeziorze

Miałem już kończyć z piłką, kiedy pewien menedżer z Niemiec zaoferował mi grę w Angoli. Nie mam żony, dzieci. Kiedy, jeśli nie teraz? Mam w sobie ciekawość świata, zgodziłem się i nie żałuję - Jacek Magdziński, jedyny polski piłkarz grający w czarnej Afryce
Po meczu kąpiel w jeziorze

Foto: EAST NEWS, Bartosz Krupa

"Plus Minus": Proszę wybaczyć spóźnienie...

Jacek Magdziński:
Trochę się uśmiałem, gdy napisał pan, że spóźni się dziesięć minut.

Dlaczego?


Bo w Angoli to żadne spóźnienie. Tam czas płynie inaczej. Jeśli ktoś spóźnia się dziesięć minut, to prędzej szczyci się, że przyszedł na czas. Długo musiałem się tego uczyć, tym bardziej że sam staram się być punktualny. Po pewnym czasie granica mojej tolerancji się zwiększyła. „This is Africa" – tłumaczyłem sobie.

Jakie uczucie towarzyszyło panu po lądowaniu w Warszawie?


Radość. Tęskniłem za krajem, językiem. Zrozumiałem słowa Ojca Świętego Jana Pawła II, który podkreślał miłość do ojczyzny. Jednocześnie poczułem się spełniony. Poleciałem do Angoli jako anonimowy piłkarz, tak przynajmniej mówiono o mnie w mediach sportowych. To we mnie siedziało. A ja miałem swoje cele i osiągnąłem je co do jednego.

Pozostało jeszcze 90% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama