Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Podobnie jak w ceglanym nowojorskim Queensbridge czy parterowym kalifornijskim Compton, na ursynowskich blokowiskach i na śródmiejskich kamienicznych studniach dorastały kolejne pokolenia dzieci weteranów, chuliganów wrażliwców i… przeważająca większość ówczesnych raperów. Na zdjęciu blokersi z warszawskiego Wawrzyszewa, 2005 rok
Pierwsze nagrania nadwiślańskiej sceny rapowej powstawały zwykle na magnetofonach kasetowych z dwiema kieszeniami i wejściem mikrofonowym. Najpierw zapętlano instrumentalne fragmenty bitów – przegrywano je na drugą taśmę, a potem dogrywano kolejne kopie tego samego wycinka – a do tak przygotowanego, często nieco krzywego kilkuminutowego loopu rapowało się później w kółeczku, wykorzystując mikrofon bądź… słuchawki, które przy podpięciu do wejścia mikrofonowego cicho, bo cicho, ale też zbierają dźwięk. Na wagę złota były wówczas instrumentalne wersje hitów, które pojawiały się na winylowych wydaniach singli i przegrywane dziesiątki razy krążyły po mieście, dając pole do popisu wszelkim ówczesnym MC (tak powstały choćby „Flippery” ZIP Składu nawinięte do klasycznego „Rugged‑N- Raw PMD”).
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: