"Nie martw się, kochanie”: Raj gorący jak piekło

„Nie martw się, kochanie” to dość oczywisty thriller noszący znamiona satyry i czerpiący pełnymi garściami z innych, zwykle dużo lepszych tytułów. Przesadnego szumu nadała mu gwiazda muzyki pop w obsadzie.

Publikacja: 23.09.2022 17:00

"Nie martw się, kochanie”, reż. Olivia Wilde, dystr. Warner Bros Polska

"Nie martw się, kochanie”, reż. Olivia Wilde, dystr. Warner Bros Polska

Foto: Dorota Reksińska

Zanim „Nie martw się, kochanie” Olivii Wilde, autorki świetnej skądinąd komedii „Szkoła melanżu” (2019), weszło do kin, zdążyło narobić wokół siebie tyle szumu, że wnet znalazło się w czołówce najbardziej oczekiwanych filmów sezonu. Choć niewykluczone, że za popularnością projektu stoi po prostu zaangażowanie do obsady pewnego znanego i działającego niczym magnes piosenkarza młodego pokolenia. Abstrahując jednak od większych bądź mniejszych pozaekranowych kontrowersji – i naturalnie od obecności w obsadzie rzeczonego muzyka – okazuje się, że drugie dzieło aktorki, która jakiś czas temu została reżyserką, niewiele świeżego ma do zaoferowania wypatrującej go widowni. To bowiem dość oczywisty thriller noszący znamiona satyry i czerpiący pełnymi garściami z innych, zwykle dużo lepszych tytułów, których przywołanie w niniejszej recenzji mogłoby popsuć odbiorcy potencjalne zwroty akcji.

Ten artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją rp.pl

Teraz 4 zł za tydzień dostępu do rp.pl!

Na bieżąco o tym, co ważne w kraju i na świecie. Rzetelne informacje, różne perspektywy, komentarze i opinie. Artykuły z Rzeczpospolitej i wydania magazynowego Plus Minus.

Plus Minus
Kataryna: Niezasłużone szczęście obrońcy ministra Romanowskiego
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Plus Minus
Nowa dyrektorka PISF: Dialog i transparentność to fundamenty mojej pracy
Plus Minus
J.D. Vance. Nawrócony na Trumpa
Plus Minus
Atomowe szachy poza kontrolą
Plus Minus
„Wracamy do Przodownika”: Dobre żarty z piwnicy