Reklama

"Nie martw się, kochanie”: Raj gorący jak piekło

„Nie martw się, kochanie” to dość oczywisty thriller noszący znamiona satyry i czerpiący pełnymi garściami z innych, zwykle dużo lepszych tytułów. Przesadnego szumu nadała mu gwiazda muzyki pop w obsadzie.
"Nie martw się, kochanie”, reż. Olivia Wilde, dystr. Warner Bros Polska

"Nie martw się, kochanie”, reż. Olivia Wilde, dystr. Warner Bros Polska

Foto: Dorota Reksińska

Zanim „Nie martw się, kochanie” Olivii Wilde, autorki świetnej skądinąd komedii „Szkoła melanżu” (2019), weszło do kin, zdążyło narobić wokół siebie tyle szumu, że wnet znalazło się w czołówce najbardziej oczekiwanych filmów sezonu. Choć niewykluczone, że za popularnością projektu stoi po prostu zaangażowanie do obsady pewnego znanego i działającego niczym magnes piosenkarza młodego pokolenia. Abstrahując jednak od większych bądź mniejszych pozaekranowych kontrowersji – i naturalnie od obecności w obsadzie rzeczonego muzyka – okazuje się, że drugie dzieło aktorki, która jakiś czas temu została reżyserką, niewiele świeżego ma do zaoferowania wypatrującej go widowni. To bowiem dość oczywisty thriller noszący znamiona satyry i czerpiący pełnymi garściami z innych, zwykle dużo lepszych tytułów, których przywołanie w niniejszej recenzji mogłoby popsuć odbiorcy potencjalne zwroty akcji.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama