Pieniny są maleńkie: Beskidy przy nich to cała prowincja, a Tatry to Himalaje. Ale jednak to one uchodzą za najbardziej przyjazne polskie góry. Są słoneczne i rodzinne. Stwórca cudownie wyważył w nich proporcje między grozą piętrzących się skał i sielanką jak z obrazka na ścianie. Raptem kilkanaście kilometrów wapiennych wzgórz. I cała ta przebogata przyroda, jakby ktoś zamknął u siebie w ogrodzie Półwysep Apeniński. Garść przyrody z Alp, trochę z toskańskich nizin, motyle i skrzące się barwami kwiatów łąki. Trudno zapomnieć te krajobrazy. Trudno tu nie wracać.
Czytaj także
Ja wracam już dobre czterdzieści kilka lat. Kiedyś, przed czterema dekadami, góry rozkładały się jak skrzydła ołtarza po dwóch stronach bajkowej doliny Dunajca. Była dość szeroka, z obu stron pokryte wapiennym kruszywem łąki, a pośrodku bystry potok, jakim była wtedy rzeka. Przepływała przez tradycyjne góralskie wioski z drewnianymi kościółkami, modrzewiowymi chatami i chutorami. Zawsze mnie fascynowało, że wiele z nich nosi poniemieckie nazwy. Dursztyn, Falsztyn, Frydman: ślady po niemieckim osadnictwie z XVI wieku. Nawet nazwa całego regionu nie brzmi całkiem z polska: Spisz. Po łacinie – Scepusium, po niemiecku – Zips. Kto wymyślił obecną nazwę? Węgrzy? Jest taka hipoteza. Przez wieki Spisz był granicą dwóch królestw. Polskiego i węgierskiego. Ale nie tylko one rościły sobie do niego prawo.
Granica była wybitnie urodziwa. To miejsce, gdzie dolina Dunajca zwężała się w wąski przesmyk. Trochę jak Gibraltar, tyle że w górach. Po obu brzegach przesmyku graniczne twierdze. Z jednej polski zamek Czorsztyn, z drugiej – węgierska Niedzica. Oba owiane tysiącem legend. W rycerskim zamku Czorsztyn rezydowali zbóje XVII-wiecznego buntownika Kostki-Napierskiego, którego w końcu wbito na pal w Krakowie, a potem konfederaci barscy. Pod koniec XVIII wieku twierdza zaczęła popadać w ruinę. Dziś w nieco lepszym stanie wciąż straszy wysadzonym w powietrze bastionem, ale przyciąga tysiące turystów.
Po drugiej stronie doliny Niedzica, niegdyś graniczny zamek węgierski. To jedna z najpiękniejszych średniowiecznych twierdz w tej części Europy. Niemal niezniszczona, opromieniona sławą legendy o schowanym gdzieś w jej zakamarkach inkaskim skarbie Tupaca Amaru. W istocie, historycy potwierdzają związki arystokratycznej rodziny właścicieli zamku Berzeviczych z inkaską dynastią panującą, a dodatkowym śladem wydaje się znalezione już w czasach współczesnych pod schodami zamku inkaskie kipu.
Niedzicki zamek to nie tylko perła architektury. To również zachowane bogactwo dawnych wnętrz i cudowna scenografia dla licznych filmów i seriali, do których zamek zawsze miał szczęście. Śmiało rzec można: Polska zna Niedzicę z seriali.