Nowe muzeum Muncha – wspaniały gmach położony na brzegu fiordów Oslo, w dzielnicy Bjorvika – pierwotnie miało być otwarte wiosną 2020 roku. Wedle najnowszych zapowiedzi ma nastąpić to jesienią. Nachylone wysokimi kondygnacjami ku wodzie – nazwane w konkursie „Lambda" – dzieło hiszpańskiej pracowni architektonicznej Estudio Herreros będzie należało do największych budynków muzealnych na świecie poświęconych jednemu artyście. Ma tu być prezentowanych prawie 400 dzieł, głównie Muncha, choć także innych twórców.
Na stulecie urodzin norweskiego artysty, w 1963 roku, zbiory zostały zebrane i wystawione we wschodniej dzielnicy centrum Oslo – Toyen. To Munchmuseet szybko zyskało popularność, w roku 2019 zwiedziło je aż 280 tysięcy miłośników sztuki. Teraz zbiory zostaną przeniesione do okazałej siedziby w samym centrum miasta, nad fiordem. Przed pandemicznym kryzysem spodziewano się w nowym gmachu minimum pół miliona zwiedzających rocznie.
Muzeum Muncha przechodzi zatem kolosalną metamorfozę, zyskując przy tym nową nazwę – po prostu MUNCH. Powierzchnia nowego gmachu jest ogromna, pięć razy większa, niż w starym muzeum na Toyen. To ponad 24 tys. metrów kwadratowych. Budynek składa się z części wysokiej o 13 piętrach i trzypiętrowego rodzaju podium.
Część wysoka pomieści 11 wystaw różnej wielkości, rozmieszczonych na siedmiu poziomach, łącząc funkcję muzeum i wieży widokowej. „Podium" to tereny dla odwiedzających, z holem, powierzchnią dla ekspozycji okresowych, czytelnią i biblioteką dla prac studialnych. Będzie można odnowić znajomość z klasycznymi pracami Muncha, mają być prezentowane wystawy tematyczne, z głównymi dziełami z archiwum. Światowy klasyk – słynny „Krzyk" Muncha – otrzyma specjalną prezentację. Podobnie udostępnione będzie „Słońce" namalowane w 1912 roku. Jego ogromna wersja, namalowana ręką mistrza, zdobi Aulę Uniwersytecką w samym centrum Oslo.
Epidemia Covid-19 wciąż jednak powstrzymuje organizatorów przed otwarciem nowej atrakcji Oslo. Muzeum ma zapewnić godną oprawę wspaniałemu zbiorowi niemal 30 tysięcy dzieł norweskiego malarstwa o wartości światowej. Będzie także miało możliwość organizowania bardzo dużych wystaw na międzynarodową skalę. A pieczę nad zbiorami sprawuje między innymi zwyciężczyni konkursu na konserwatora, absolwentka Wydziału Konserwacji warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych Magdalena Ufnalewska-Godzimińska. Od roku 1986 kieruje pracownią konserwacji papieru, jest też odpowiedzialna za kolekcję grafiki i rysunku. Do jej gestii należy opieka nad zbiorami pokazywanymi poza muzeum, za granicą, w tym w Polsce.
Spuścizna Edvarda Muncha (1863–1944) to perła norweskiego malarstwa, otrzymała teraz budynek na miarę jego sławy. Stoi obok niedawno wybudowanej, wspaniałej, nowoczesnej opery, porównywanej z operą w Sydney. Łącznie z nowym budynkiem Biblioteki Deichmańskiej (Deichman Bjorvika), liczącej sześć pięter, oraz otwartym w maju Nasjonalmuseet, dokąd po 138 latach przeniesiono Nasjonalgalleriet, powstała największa inwestycja kulturalna Oslo, tworząca życie tego miasta od nowa.
Prywatne lęki
Historycy sztuki twierdzą, że do sztuki Muncha wart wracać szczególnie teraz, w czasach pandemii. Chodzi przede wszystkim o jeden z najwspanialszym autoportretów, który artysta namalował w 1919 roku, w czasach szalejącej wówczas w Europie tzw. hiszpanki. Wyraz jego twarzy utrwalony na obrazie przypomina sławny, namalowany w aż czterech wariantach „Krzyk". Właśnie dzisiaj intrygujące staje się pytanie, czy Munch chciał nam coś powiedzieć? Znawcy uważają, że autoportret jest zapisem lęku egzystencjalnego. Można się jednak zastanawiać, czy Munch rzeczywiście był chory, czy tylko intensywnie identyfikował się z ofiarami epidemii. – Epidemia, która mogła powalić każdego i w każdej chwili, zapadła głęboko w psychikę malarza. Wątpliwe, czy on sam był chory, ale tamta epidemia była jednak nieskończenie bardziej dramatyczna niż obecna – uważa historyk sztuki Oystein Ustvedt.
W wydanej właśnie książce w języku norweskim i angielskim „Edvard Munch an inner life" (Edvard Munch wewnętrzne życie) motywem centralnym rozważań jest stosunek malarza do choroby. Odczucie grozy i strach przed zakażeniem pogłębiała u Muncha historia jego rodziny. Wszyscy najbliżsi zmarli na gruźlicę: siostra Sophie w roku 1877, brat i ojciec też wcześnie, a matka, kiedy Edvard miał zaledwie pięć lat. Takie przeżycia musiały wywrzeć silny wpływ na życie i lęki artysty.
Do postaci matki małego Edvarda nawiązuje natomiast praca, która zwyciężyła w międzynarodowym konkursie rozstrzygniętym w roku 2018. To wysoka na dziewięć metrów i ważąca kilka ton rzeźba „The Mother", dzieło angielskiej artystki Tracy Emin. Gigantyczna, pokryta brązem statua, dobrze widoczna z nadmorskiej promenady, a także z morza, ma sprawować pieczę nad dorobkiem Muncha w jego nowym domu. „The Mother" ma niejako dwa oblicza: klęczy pod imponującą bryłą muzeum, a naga i bezbronna zwrócona jest ku morzu. W zamyśle ma być symbolem rekompensaty po utracie przez Muncha matki. Teraz po 152 latach od swojej śmierci będzie towarzyszyć pracom syna.
Munch był inspiracją dla Tracy Emin od dawna, pisała o nim pracę magisterską „My Man Munch". Ważąca wiele ton rzeźba stanie się zapewne nową ikoną dla Oslo, podobnie jak kopenhaska Syrenka i jak powszechnie znana postać gniewnego chłopca (Sinnataggen) w parku w centrum Oslo, gdzie na ogromnym obszarze zgromadzono niezliczone prace norweskiego artysty i ucznia Rodina, Gustava Vigelanda. By lepiej wyeksponować „The Mother", londyńscy architekci krajobrazu zaprojektowali dla niej specjalne otoczenie. Na 280 metrach kwadratowych posadzono dzikie kwiaty oraz sto brzóz. A od strony fiordu powstało nabrzeże, do którego będą mogły przybijać statki z odwiedzającymi.
Podróżne kufry artysty
Munch podróżował wiele do Niemiec na przełomie stuleci (1902–1908). Jego dwa kufry podróżne oraz ponad sto innych obiektów z domu na Ekeli w Oslo, gdzie malarz zmarł, będą częścią stałej ekspozycji nowego muzeum. Przed śmiercią artysta zapisał w testamencie swoje dzieła miastu Oslo. Norweska stolica jest zatem w posiadaniu jego licznych prac – to przeszło tysiąc obrazów olejnych, 15 tys. rycin, 4400 rysunków i akwarel oraz kilka rzeźb – co umożliwiło otwarcie poświęconego mu muzeum. Zbiory obejmują też wiele osobistych pamiątek, od tub malarskich po niezliczone drobiazgi, jakie po sobie pozostawił, dopełniające obraz życia i czasów, w których malował.
Na kufrach Muncha, których używał do przewożenia swoich grafik, widnieją liczne naklejki, dokumentujące miejsca, w których się zatrzymywał: norweskie Kragero i Bergen, szwedzkie Goeteborg i Sztokholm, a także Paryż, Zurych, Wenecja i Rzym oraz Berlin i Drezno. Jest wśród nich i niemieckie uzdrowisko Bad Kösen, gdzie go leczono z problemów nerwicowych. Kufry te mówią wiele o Munchu jako poszukującym wędrowniku. Na jednym z jego fotografii widzimy go siedzącego na swoim kufrze w berlińskim atelier. Jak wskazuje dyrektor Munchmuseet i obecnie MUNCH Stein Olav Henrichsen: – Podróże były istotną częścią życia artysty.
W roku 1909 Munch osiadł jednak na stałe w Norwegii i tutaj już dalej tworzył. Teraz jest artystą świata. Z okazji przypadającej w 2013 roku 150. rocznicy jego urodzin zorganizowano specjalną wystawę wędrującą po wieku krajach. Wszędzie zgromadziła rekordowe tłumy odwiedzających – w Museum of Modern Art w Nowym Jorku, w Centrum Pompidou w Paryżu, gdzie obejrzało ją ponad pół miliona osób. Podobnie było we Frankfurcie oraz w Londynie (Tate Gallery) w roku 2012, w czasie olimpiady. Dyrektor Stein Olav Henrichsen podkreśla, że wystawy te zapewniły także norweskiemu muzeum Muncha miejsce na mapie świata oraz wywołały debatę nad twórczością artysty zarówno w Norwegii, jak i za granicą.
Dzisiaj mamy potwierdzenie tego trendu. Munch nigdy wcześniej nie miał tak mocnej pozycji, a zainteresowanie jego malarstwem jest uniwersalne, ta sztuka przemawia do wszystkich. Jeszcze w roku 2012 spadkobierca norweskiego armatora, a zarazem sąsiada i przyjaciela Muncha, kolekcjoner sztuki Peter Olsen uzyskał w londyńskim domu aukcyjnym Sotheby's rekordową sumę blisko 120 milionów dolarów za sławny obraz „Krzyk". Na najnowszej sesji, w marcu, wystawił pod młotek dwa obrazy norweskiego geniusza ekspresji: „Autoportret z paletą" i „Letni dzień / uścisk na plaży". One też uzyskały rekordowo wysokie sumy, pierwszy 4,3 miliona funtów, drugi aż 16,2 miliona.
Norweg i genialny Polak
Munch nazywany jest jednym z prekursorów ekspresjonizmu, gdy był w Paryżu, miał możność poznać bliżej prace postimpresjonistów, van Gogha, Gauguina i Toulouse-Lautreca. Z kolei w Berlinie stał się członkiem tamtejszej cyganerii, razem z Augustem Strindbergiem i Przybyszewskim oraz jego żoną Norweżką Dagny Juel. „Rzadko łączyło mnie z którymkolwiek artystą tak bliskie duchowe spokrewnienie, jak z Edvardem Munchem" – pisał Stanisław Przybyszewski. Przy okazji połączyła ich też przyjaźń i uwikłanie w miłosny wielokąt skandynawskiej bohemy. Wszystko zaś zaczęło się w berlińskiej winiarni Pod Czarnym Prosiakiem, która w końcu XIX wieku stała się miejscem spotkań cyganerii artystycznej. To tam August Strindberg nazwał Przybyszewskiego „der geniale Pole".
Dzieła Edwarda Muncha wywarły także głęboki wpływ na malarstwo młodego adepta krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Wojciecha Weissa. Stanisław Przybyszewski pierwszy trafnie odczytał sztukę wielkiego Norwega jako psychiczny naturalizm, czyli inaczej mówiąc – ekspresjonizm. Był również autorem pierwszej książki o Munchu, wydanej po niemiecku w 1894 roku w Berlinie „Das Werk des Edward Munch" – vier Beiträge jako pierwszy rozpropagował jego imię i dzieło w świecie.
W Oslo Bjorvika była jeszcze nie do niedawna terenem portowym, przemysłowym, bez żadnych funkcji miejskich. Obecnie, od momentu pojawienia się białego łabędzia, jak nazywany jest nowy gmach opery, doznała metamorfozy obejmującej cały teren, z nowoczesnymi mieszkaniami oraz nadmorskim promenadami. Teraz doszła jeszcze ogromna, intrygująca bryła muzeum Muncha. Bjorvika staje się salonem miasta. Otwarcie muzeum było odkładane już trzykrotnie. – Liczymy, że mimo utrzymującej się epidemii koronawirusa jesienny termin już będzie dotrzymany – mówił w wywiadzie dyrektor Henrichsen. – Muzeum kosztowało 2,7 miliarda norweskich koron. Są wszelkie podstawy, aby odczuwać dumę. Miasto otrzymało fantastyczny, imponujący monument, jeden z najwspanialszych na świecie.