Plus Minus: Był pan głównym negocjatorem w procesie ustalania warunków naszego przystąpienia do Unii Europejskiej. Na czym polegała ta robota?
Na podwiązywaniu sznurków, które ciągle wisiały luzem (śmiech). A poważnie mówiąc, musiałem grać na dwóch boiskach – z jednej strony naciskałem na Brukselę, żeby uznawała racjonalność naszych argumentów, a z drugiej, na krajowym podwórku, wymuszałem na politykach zachowania racjonalne i pilnowałem, żeby nie ulegali naciskom sektorowym. A moim głównym zadaniem było posuwanie spraw do przodu.