Reklama

Wojciech Stanisławski: Korale dla Agaty

Blog Tomasza Jastruna czytuję dość regularnie, traktując jego przemyślenia polityczne jako niezrównane źródło uciechy, tym razem jednak w trakcie lektury zatroskałem się na serio: oto poeta w nocie z początku kwietnia pisze o wycieczce rowerowej, która omal nie skończyła się tragedią.
Wojciech Stanisławski

Wojciech Stanisławski

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

„Wpada na nas Agata Bielik, też na rowerze, mieszka niedaleko. Na chwilę w Polsce, zwykle siedzi w Anglii, gdzie ma wykłady. Mówi mi, z jaką siłą, po nieobecności, odczuwa toksyczność Polski".

Jest to scena, zgódźmy się, pełna dramatyzmu. Nietrudno sobie wyobrazić stąpające po ubiegłorocznym igliwiu stopy filozofki, z trudem łapiącej równowagę po zejściu z nomen omen damki, cichy z racji migreny głos, szczupłą dłoń przykładaną do skroni gestem, który skłonni bylibyśmy kojarzyć z rozterkami Mary Pickford. Ale też nie dziwmy się tej udręce w sytuacji, gdy toksyczna polskość napierała zewsząd niczym kłęby iperytu: na łące jak z Podkowińskiego bezczelnie żółciły się mlecze, na słupie łopotał strzęp plakatu nieracjonalnego kandydata. A skoro spotkali się blisko linii WKD – można sobie wyobrazić, jak swawolny wiatr niósł jady znad niedalekiego dworku Iwaszkiewicza w Stawisku („...i cholernie ciągnie ciebie / w Polskę w Polskę"), a gdy jego kierunek zmieniał się na chwilę – jeszcze gorsze, znad ogrodu w Milanówku; państwo wiedzą, kto po nim stąpa.

4 zł tygodniowo przez rok !

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Autentyczne dziennikarstwo na cały rok.

Kliknij i poznaj szczegóły oferty

Reklama
Plus Minus
„Megadeth”: Pożegnanie z gitarą
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Plus Minus
„Monolok”: W poszukiwaniu opowieści
Plus Minus
„Karakum”: Wielbłąd dla początkujących
Plus Minus
„Troll 2”: Tak się robi soft power!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama