Reklama

Rzeka podziemna

Wprowadzenie stanu wojennego i zawieszenie działalności m.in. „Solidarności", a następnie jej zdelegalizowanie nie oznaczało dla władz powrotu do sytuacji sprzed Sierpnia '80.

Aktualizacja: 11.09.2015 22:42 Publikacja: 11.09.2015 02:50

Rzeka podziemna

Foto: Domena publiczna

Rewoltę „S" komuniści postanowili zdławić siłą. Utworzona bez wystarczającego oparcia w prawodawstwie PRL Wojskowa Rada Ocalenia zakazała strajków, manifestacji i wszelkich form protestów. Zawieszono działalność stowarzyszeń i związków zawodowych oraz wydawanie większości pism, wprowadzono godzinę milicyjną i zmilitaryzowano wiele zakładów przemysłowych. Przerwano łączność telefoniczną, przesyłki pocztowe objęto cenzurą, zamknięto granice państwa. Za łamanie rygorów groziły drakońskie kary.

Wraz z przejęciem władzy przez WRON rozpoczęto akcje „Azalia" (zajęcie budynków telekomunikacyjnych), „Jodła" (internowanie działaczy opozycji) i „Klon" (przesłuchania działaczy opozycji). W zastraszaniu i pacyfikowaniu oporu społeczeństwa zaangażowano 30 tys. funkcjonariuszy MO i ZOMO, kilkanaście tysięcy funkcjonariuszy SB oraz 70 tys. żołnierzy. Na ulice miast wyprowadzono blisko półtora tysiąca czołgów, 2 tys. transporterów opancerzonych.

Do grudnia 1982 r. przez tzw. ośrodki odosobnienia przewinęło się niemal 10 tys. osób. Aktywistów „Solidarności" przetrzymywano przeważnie w zakładach karnych i aresztach śledczych; nieliczni trafili do zaadaptowanych na ten cel domów wczasowych. Na początku listopada 1982 r. nastąpiły „internowania" działaczy „Solidarności" do tzw. wojskowych obozów specjalnych. Pod pretekstem ćwiczeń ok. 1600 żołnierzy rezerwistów i poborowych represyjnie odbywało trzymiesięczną „służbę" w 11 jednostkach Wojska Polskiego.

Pacyfikacja i odbudowa

Władze „Solidarności" nie były przygotowane na tak brutalny atak: po kryzysie bydgoskim opracowano jedynie kilka instrukcji na wypadek stanu wyjątkowego, w niektórych regionach wyznaczono „drugi garnitur" działaczy mających prowadzić działalność konspiracyjną w razie aresztowań kierownictwa.

Po 13 grudnia skala strajków nie osiągnęła poziomu porównywalnego z Sierpniem '80. Wybuchły one na ogół w większych miastach (m.in. Gdańsku, Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu, Warszawie) i na obszarach silnie uprzemysłowionych (kopalniach i hutach Górnego Śląska i Zagłębia Miedziowego). Protestujący domagali się odwołania stanu wojennego oraz uwolnienia wszystkich aresztowanych. W większości przypadków strajki upadły w wyniku pacyfikacji. Władze nie wahały się użyć broni: 16 grudnia zaatakowano górników KWK Wujek w Katowicach. Zginęło dziewięć osób, a 21 górników zostało rannych. Aż do 28 grudnia strajkowali górnicy KWK Piast w Bieruniu Starym.

Reklama
Reklama

Ukrywających się przywódców „Solidarności" – m.in. Bogdana Borusewicza, Zbigniewa Bujaka, Władysława Frasyniuka, Zbigniewa Janasa, Bogdana Lisa, Eugeniusza Szumiejkę i Zbigniewa Romaszewskiego – poszukiwano listami gończymi.

Już 13 grudnia część członków Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność" utworzyła w gdańskim Porcie Północnym Krajowy Komitet Strajkowy, który ogłosił strajk generalny i żądał zniesienia stanu wojennego. Kilka dni później KKS został rozbity, a w kwietniu następnego roku pozostali na wolności liderzy „S" utworzyli Tymczasową Komisję Koordynacyjną.

W podziemiu odbudowano struktury zakładowe, miejskie i regionalne zawieszonego Związku. Przy TKK i regionalnych strukturach Warszawy rozwijały się podziemne ruchy społeczne – Ruch Oświaty Niezależnej, Społeczny Komitet Nauki, Komitet Kultury Niezależnej, Komitet Helsiński... W znacznej mierze finansowano je z funduszy napływających z Zachodu. Fenomenem były emisje audycji podziemnego Radia „Solidarność", prowadzone niezależnie od siebie przez zespoły m.in. w Gdańsku, Krakowie, Warszawie, Świdniku i we Wrocławiu.

Opór, oazy i negocjatorzy

Kościół stanowił potężne oparcie dla opozycji: w klasztorach można się było ukryć przed SB, w wielu parafiach – po prostu spotkać, wymienić informacjami, zorganizować druk bibuły. Już 17 grudnia 1981 r. powołano Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom w Warszawie. Wkrótce w wielu diecezjach zorganizowano podobne komitety. Wiele darów i lekarstw z zagranicy spływało na ręce Kościoła i rozdzielano je za jego pośrednictwem. Od wigilii Bożego Narodzenia 1981 r., kiedy to Jan Paweł II zapalił na znak solidarności z rodakami świecę w oknie swego watykańskiego apartamentu, Polacy wiedzieli, że mogą liczyć na jego głos w obronie uwięzionych i represjonowanych.

Zimą 1982 r. w zakładach organizowano krótkie, 5–15-minutowe strajki. Szybko jednak zrezygnowano z nich z powodu represji. Popularne były „miękkie" formy protestu, jak zapalanie widocznych w oknach świec, bojkot „Dziennika Telewizyjnego", oficjalnej prasy i uroczystości, noszenie przypiętego do ubrania purnonsensowego, ale wymownego znaku oporu, czyli opornika.

Część przywódców podziemia opowiadała się za powolną odbudową struktur i ogłoszeniem w pewnym momencie strajku generalnego, ci, którzy obawiali się „uśpienia" oporu społecznego, wzywali do manifestacji ulicznych. Najbardziej radykalny wymiar przybrały one wiosną i latem 1982 r. oraz w drugą rocznicę Porozumień Sierpniowych: ludziom „S" udawało się na kilka godzin opanować centra miast, w końcu jednak dochodziło do pacyfikacji. Do największej tragedii doszło w Lubinie, gdzie zginęły trzy osoby, a kilkanaście zostało rannych. W tej sytuacji TKK przyjęła koncepcję tzw. długiego marszu, za cel stawiając legalizację związku i wypracowanie porozumienia z władzami.

Reklama
Reklama

O sile podziemnej „Solidarności" świadczył przede wszystkim drugi obieg wydawniczy. Kolportaż pism, książek, ulotek czy znaczków miał charakter podziemnego krwiobiegu organizującego społeczeństwo. Prasa podziemna ukazywała się od 13 grudnia 1981 r.

Noc pogrudniowa

Odwołanie stanu wojennego w lipcu 1983 r. nie oznaczało ani złagodzenia polityki PRL wobec podziemia, ani nawet zwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Przez następne kilka lat za druk i kolportaż oraz głoszone przekonania nadal można było trafić do więzienia, a nawet stracić życie. Wielkim wstrząsem było zamordowanie w październiku 1984 r. przez funkcjonariuszy SB ks. Jerzego Popiełuszki. Jego pogrzeb zgromadził pół miliona osób.

Stan wojenny, represje i prześladowanie opozycji wpłynęło na izolację Polski na arenie międzynarodowej, nałożenie sankcji gospodarczych i w konsekwencji wewnętrzny kryzys ekonomiczny. Obniżył się poziom dochodów i życia społeczeństwa. Jednym ze skutków tej sytuacji była emigracja polityczna i ekonomiczna ponad miliona Polaków.

Autor jest historykiem, pracownikiem IPN we Wrocławiu, specjalizuje się w dziejach „Solidarności" dolnośląskiej

Plus Minus
Ksiądz pedofil wykorzystywał Monikę jak tylko mógł. Zmowa milczenia i zaniedbania biskupów
Plus Minus
„Źródło czerni”: Polska w ciemnościach
Plus Minus
„Cartaventura: Lhasa”: Wyprawa po kartach
Plus Minus
„Jay Kelly”: Ostatnia gwiazda kina
Plus Minus
„Wysokie i niskie tony”: Bracia z różnych światów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama