Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nigdy nie powiedział: minie wiele lat, zanim polskie drogi będą wyglądały tak jak w Niemczech, minie wiele lat, zanim Polacy zaczną jeździć bezpiecznie, minie wiele lat, zanim Polacy definitywnie przejdą z picia wódki na wino, minie wiele lat, zanim polscy mężczyźni zaczną zwracać baczniejszą uwagę na wygląd, minie wiele lat, zanim ocieplą wszystkie bloki, minie wiele lat, zanim polski Sejm zacznie wyglądać jak poważne miejsce stanowienia prawa, minie wiele lat, zanim w Polsce będzie normalnie. Cóż, choć sama staram się unikać uogólnień i nie narzekać na otaczającą rzeczywistość, także mnie dopadło narzekactwo. Z prostej, jak się okazało, przyczyny.

Kupiłam nowego iphone'a, a nauczona doświadczeniem z poprzednim modelem, postanowiłam nie kusić losu i od razu wyposażyłam jego wyświetlacz w ochronną szybkę. Wydałam na ten cel 40 zł w znanym mi punkcie (tzw. wyspie) w jednym ze stołecznych centrów handlowych. Pora była późna. Sprzedawca sprzedał mi szybkę i zainstalował, uprzedził jednak, że zamknął już kasę fiskalną, przeto nie wyda mi paragonu, a jeśli potrzebuję fakturę – prześle mi ją następnego dnia na maila. Tak też się umówiliśmy, a ja zostawiłam dane niezbędne do wystawienia dokumentu oraz mój adres.

Z zabezpieczonym wyświetlaczem telefonu rzuciłam się w wir przedświątecznych obowiązków i o fakturze nie pamiętałam tak długo, jak długo szybka ochronna nie wymagała ponownej wymiany. W pierwszych dniach stycznia udałam się do tego samego punktu, a korzystając z okazji, wybrałam nową obudowę na telefon (109 zł). Innemu niż poprzednio sprzedawcy przypomniałam o niewysłanej do mnie fakturze i poprosiłam o wystawienie kolejnej na łączną kwotę (149 zł – szybka plus etui). Niestety okazało się, że faktury z poprzedniego miesiąca panowie oddali już do księgowości i nie mogą wydać mi kopii, ale jeśli zostawię numer telefonu oraz maila, to sprawa zostanie wyjaśniona i oba dokumenty przyjdą do mnie na skrzynkę.

Nie przyszły.

Przyszłam za to ja, ponownie do tego samego sklepu. Zastałam pierwszego ze sprzedawców, który poinformował mnie, że: nie pamięta mnie, nie przypomina sobie, dlaczego nie wystawił mi paragonu, nie wie nic o rzekomej fakturze z grudnia, a po sprawdzeniu komputera dodał, że żaden dokument na mnie nie został wystawiony i nie może mi wydać kolejnego, skoro to nie on dokonał sprzedaży, a kolega nie zostawił mu stosownej informacji.

Ostatecznie, po zainicjowaniu i przeprowadzeniu nieskutecznej kłótni ze sprzedawcą, dopięłam swego – wystawiono mi fakturę potwierdzającą zakup dwóch szybek ochronnych i jednego etui. Czy ją otrzymałam? Nie. Pan przeprosił i poinformował, że nie może mi jej dać z powodu awarii drukarki. Nie ucząc się na wcześniejszych błędach, poprosiłam o jej skan lub przesłanie pdf na maila.

Poczta szczęśliwie dotarła. Jaki jednakże był załącznik? Zrobiona telefonem komórkowym fotografia ekranu komputera przedstawiająca: fragment faktury, zaparkowaną na dole pulpitu ikonę gadu gadu (nie sądziłam, że ktoś go jeszcze używa) oraz inne skróty klawiaturowe... Kolejny mail (w odpowiedzi na moją wiadomość) zawierał informację, że z uwagi na uszkodzenie sprzętu komputerowego niemożliwe jest przekonwertowanie faktury na pdf, następny zaś – zapewnienie, że po zaktualizowaniu oprogramowania zostanie mi ona przesłana w niedalekiej przyszłości.

Nie wiem, czy to ja miałam pecha, czy miał go sprzedawca, trafiając na dręczącego go klienta, ale wiem, że ktoś, kto stwierdził, że w życiu pewne są tylko śmierć i podatki, miał rację jedynie w połowie. Bo co jak co, ale Polak potrafi! Cóż z tego, że wiele lat jeszcze minie, zanim nauczy się szanować prawo. ?

Autorka jest adwokatem, redaktorem naczelnym „Pokoju adwokackiego" (www.pokojadwokacki.pl)