W sprawach rozwodowych alimenty dla żony (męża – znacznie rzadziej, stąd tytuł) nie są normą, ale pojawiają się dosyć często. Wiele osób występujących z takimi żądaniami procesowymi nie ma jednak świadomości, że kwoty z nich wynikające zwolnione z podatku dochodowego są jedynie do progu 700 zł miesięcznie. Jeszcze mniej osób ma świadomość, że poziom ten nie był nowelizowany od 2007 r., a więc obowiązuje już dekadę [zob. art. 21 ust. 1 pkt 127 lit. b) ustawy z 26 lipca 1991 o podatku dochodowym od osób fizycznych].
Wydaje się, że w erze 500 plus państwo „zapomniało" o podniesieniu powyższego progu. W tym miejscu odwołajmy się do kilku podstawowych cyfr. Otóż w 2007 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie (brutto) wg GUS wynosiło 2691,03 zł. Natomiast w 2017 r. (za II kwartał) stanowi już 4221 zł miesięcznie według Głównego Urzędu Statystycznego. Różnica w ramach tego wskaźnika jest niebagatelna.
O ile analizowany próg podatkowy miał jeszcze jakieś uzasadnienie w 2007 r., o tyle dziś wydaje się, że dawno je stracił. Brak zmiany w tym zakresie ustawy podatkowej uderza – powiedzmy to sobie otwarcie – w słabsze: kobiety. Określenie ich mianem „słabszych" z reguły nie jest na wyrost, gdy pamięta się, że ich wynagrodzenia nadal nie dorównują męskim, po urodzeniu dzieci trudniej im wrócić na rynek pracy, a bywa też, że świadczenie alimentacyjne stanowi ich podstawowy dochód miesięczny.
W tym kontekście wypada też pamiętać, że wpływy z VAT i akcyzy np. w 2016 r. wyniosły łącznie ponad 2/3 dochodów budżetu, jak podaje w swym komunikacie Ministerstwo Finansów. Podatki od osób fizycznych stanowiły znacznie poniżej pozostałej 1/3. Ale jeśli przyjrzymy się strukturze tych ostatnich, to łatwo dostrzec, że osoby mieszczące się w pierwszym progu podatkowym, czyli nieprzekraczające ca 8,5 tys. zł miesięcznie, przyniosły nieco ponad połowę wpływów z tytułu PIT od osób fizycznych. Reszta pochodziła od podatników rozliczających się liniowo oraz tych, którzy przekroczyli drugi próg podatkowy, czyli łącznie ok. 5 proc. ogółu osób podlegających ww. ustawie z 26 lipca 1991 r. Gdyby zaś zbadać jeszcze dokładniej, to nie mam wątpliwości, że opodatkowanie alimentów przyniosło budżetowi wpływy z kategorii nieistotnych (pomijalnych).
Należałoby zatem postulować, aby kategoria alimentów dla innej niż dziecko osoby była zwolniona z podatku dochodowego przynajmniej do wysokości 1100 zł miesięcznie, jeśli nie 1500 zł, co moim zdaniem, w kontekście powyższych uwag, byłoby również uzasadnione. Trudno znaleźć ratio legis dla utrzymywania dłużej poziomu 700 zł miesięcznie.