Naukowcy z SGH przeanalizowali skutki fiskalne wprowadzenia podatku cyfrowego w Polsce, potencjalne wpływy z jego wdrożenia oraz doświadczenia innych państw ("Podatek cyfrowy jako nowe źródło dochodów budżetowych – krytyczna analiza i ewaluacja skutków rozwiązań proponowanych przez OECD dla wybranych państw Europy Środkowo-Wschodniej").

 Polska po latach dyskusji doczekała się projektu podatku od usług cyfrowych. Projekt ustawy o podatku rekompensującym od niektórych usług (UD385) z 31 lipca 2026 r. formalnie nie posługuje się określeniem „podatek od usług cyfrowych”, ale pod względem ekonomicznym to polska odmiana Digital Services Tax (DST). Projekt nowej daniny powstał nie w Ministerstwie Finansów, lecz w Ministerstwie Cyfryzacji.

Czytaj więcej

Wicepremier Gawkowski: Kilka miliardów złotych z podatku cyfrowego rocznie. „Na innowacje i jakościowe treści”

Z punktu widzenia procesu stanowienia prawa podatkowego to sytuacja nietypowa. Chodzi przecież o rozwiązanie ingerujące bezpośrednio w system dochodów publicznych, wymagające określenia podstawowych elementów konstrukcyjnych podatku oraz jego relacji z innymi podatkami. Skoro nie udało się przygotować rozwiązania w ministerstwie odpowiedzialnym za system podatkowy, inicjatywę legislacyjną przejął resort cyfryzacji. Ostatecznie to jednak administracja skarbowa będzie musiała nowy podatek wymierzać, kontrolować i egzekwować.

Nie analizujemy tu geopolitycznego wymiaru podatku cyfrowego, w tym możliwych reakcji państw, w których mają siedziby największe platformy technologiczne. Interesuje nas przede wszystkim jego konstrukcja podatkowa i znaczenie fiskalne.

Czytaj więcej:

Podatki Rząd chce opodatkować cyfrowych gigantów. Nowa danina od 2027 roku

Pro

Warto mieć na uwadze, że Polska pozostaje objęta procedurą nadmiernego deficytu, a Komisja Europejska szacuje deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2026 r. na 6,5 proc. PKB. W warunkach tak silnej presji na finanse publiczne poszukiwanie dodatkowych źródeł dochodów budżetowych jest zrozumiałe. Nie oznacza to jednak, że fiskalne potrzeby państwa powinny zastępować ocenę jakości samej konstrukcji nowego podatku. Jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” („Polski system podatkowy do zmiany”, 16 czerwca 2026 r.), poszczególne daniny warto oceniać nie w oderwaniu od  całego systemu podatkowego, lecz z perspektywy jego spójności.

Projekt rządowy

Polska ma wreszcie konkretny projekt podatku cyfrowego, ale do jego uchwalenia wciąż daleka droga. Wskazany w wykazie prac termin jego przyjęcia przez Radę Ministrów (III kwartał 2026 r.) już upłynął. Wejście podatku w życie od 1 stycznia 2027 r. należy traktować już jako termin mało realny.

Dyskusja o opodatkowaniu gospodarki cyfrowej trwa od pierwszej dekady XXI w. Jej źródłem jest stosunkowo prosta obserwacja, że współczesne przedsiębiorstwo cyfrowe może osiągać znaczące przychody na rynku danego państwa bez posiadania w nim infrastruktury, pracowników czy zaplecza organizacyjnego. Źródłem wartości ekonomicznej i przychodów w gospodarce cyfrowej są m.in. aktywność użytkowników, generowane przez nich dane, efekty sieciowe oraz możliwość niemal nieograniczonego skalowania usług.

Czytaj więcej

Od Tokio po Sztokholm. Jak z Big Techami radzi sobie świat

Tradycyjny system podatków dochodowych został skonstruowany dla zupełnie innego modelu gospodarki. Łączy prawo państwa do opodatkowania z rezydencją podatnika albo jego stałą placówką (tzw. zakładem zagranicznym). Kierunek zmian  polegający na powiązaniu opodatkowania z rynkiem i użytkownikiem odpowiada zmianom, jakie zaszły w gospodarce. Projektodawca trafnie identyfikuje ten problem, wskazując na transgraniczność usług, monetyzację danych użytkowników i model platformowego pośrednictwa. Kluczowe będą precyzyjne definicje, rozsądne wyłączenia, jednoznaczne reguły lokalizacji użytkownika oraz mechanizm przeglądu skutków regulacji.

Francja, Hiszpania czy Włochy nie czekały na OECD

OECD od 2015 r. pracuje nad rozwiązaniem dotyczącym nowego podziału praw do opodatkowania największych przedsiębiorstw (tzw. Filar I BEPS). Właśnie brak perspektyw szybkiego uruchomienia rozwiązania globalnego stał się jednym z argumentów za działaniami jednostronnymi. Przykładowo, Francja, Hiszpania i Włochy już wprowadziły własne podatki od usług cyfrowych. Poszczególne rozwiązania różnią się stawką i zakresem opodatkowania, ale opierają się na zbliżonych założeniach. Danina obejmuje przychód, stosowana jest po przekroczeniu relatywnie wysokich progów, zatem w praktyce dotyczy przede wszystkim największych grup przedsiębiorstw technologicznych. Najczęściej opodatkowana jest reklama internetowa. W części państw zakres podatku jest szerszy i obejmuje również usługi pośrednictwa cyfrowego oraz odpłatne przekazywanie danych.

Czytaj więcej

Dominik Jan Gajewski: Dylemat „opłacalności” podatku cyfrowego

Zgodnie z raportem SGH, nie należy przeceniać fiskalnego znaczenia podatków cyfrowych. W analizowanych państwach  wpływy nie przekraczały jednej tysięcznej łącznych dochodów podatkowych. Charakterystyczna jest również silna koncentracja wpływów, np. w Wielkiej Brytanii 90 proc. dochodów z tego źródła pochodziło od zaledwie pięciu największych przedsiębiorstw. Podatek cyfrowy należy zatem traktować raczej jako uzupełniające źródło dochodów podatkowych.

3 proc. od trzech rodzajów usług

Zgodnie z projektem nr UD385 opodatkowaniu podlegają trzy grupy usług: (1) reklama ukierunkowana, czyli profilowana pod konkretnego użytkownika; (2) udostępnianie wielostronnych interfejsów internetowych umożliwiających użytkownikom interakcję albo dokonywanie transakcji; (3) odpłatne przekazywanie danych o użytkownikach wygenerowanych w wyniku ich aktywności w internecie.

Podatek nie został pomyślany jako danina od polskiego e-commerce. Przykładowo, własny sklep internetowy producenta, w którym przedsiębiorca sprzedaje własne towary, ma znajdować się poza zakresem daniny. Wyłączenia obejmują również m.in. określone usługi finansowe, komunikacyjne i płatnicze. Szczególne wyłączenie przewidziano także dla podmiotów, których przeważającą działalnością jest publikowanie materiałów redakcyjnych.

Podatek obejmowałby wyłącznie największe podmioty lub grupy, dla których globalne przychody przekraczają 1 mld euro, a przychody z usług objętych podatkiem osiągnięte w Polsce przekraczają 25 mln zł. Konstrukcja ograniczy krąg podatników do największych grup prowadzących działalność cyfrową.

Czytaj więcej:

Podatki Podatek cyfrowy przyniesie budżetowi miliardy? Eksperci mają wątpliwości

Pro

Podatek cyfrowy ma być daniną od przychodu, a nie dochodu. Oznacza to, że może wystąpić także wtedy, gdy podatnik nie osiąga w Polsce dochodu. To jedna z głównych różnic względem CIT i zarazem źródło zastrzeżeń wobec tego rodzaju podatków przychodowych. Stawka ma wynosić 3 proc. przychodu.

UD385 przewiduje mechanizm zmniejszenia podatku rekompensującego o CIT. W praktyce nadaje to nowej daninie cechy podatku minimalnego, ma ona bowiem obciążać przede wszystkim te podmioty, które generują w Polsce znaczne przychody, ale nie płacą podatku dochodowego. Jeżeli CIT będzie równy lub wyższy od podatku rekompensującego, nowa danina wyniesie 0 zł. Przewidziano też pomniejszenia związane z działalnością B+R i określonymi wydatkami inwestycyjnymi w Polsce.

Gdzie powstaje przychód?

Jednym z najtrudniejszych wyzwań praktycznych będzie ustalenie, jaka część globalnego przychodu została osiągnięta w Polsce. Projekt wiąże opodatkowanie z lokalizacją użytkownika, a nie z siedzibą podatnika. W przypadku reklamy znaczenie ma mieć m.in. miejsce używania urządzenia, ustalane na podstawie adresu IP, adresu MAC, danych telekomunikacyjnych lub innych dostępnych metod. Rozwiązanie jest ekonomicznie zrozumiałe, ale może być trudne w stosowaniu. Użytkownicy korzystają z VPN, podróżują i używają wielu urządzeń, a w przypadku platform pośredniczących dodatkowym problemem jest sytuacja, gdy tylko jedna ze stron transakcji znajduje się w Polsce. Reguły lokalizacji użytkownika powinny być możliwie precyzyjne.

Trzy–cztery miliardy złotych mniej?

Istotne jest również zachowanie ostrożności przy szacowaniu przyszłych dochodów podatkowych. Oszacowany potencjał dochodowy wynosi ok. 3-4 mld zł rocznie. Szacunki oparto na wartości usług sektora ICT w polskiej gospodarce. Przyjęto stawkę 3 proc. oraz założenie, że trzy czwarte rynku przypada na największe podmioty. Przy przyjętych założeniach fiskalny potencjał takiej daniny w ostatnich dziesięciu latach mógł wynieść łącznie blisko 30 mld zł.

Doświadczenia innych państw pokazują znaczące rozbieżności między dochodami prognozowanymi i rzeczywistymi, szczególnie w pierwszych latach obowiązywania DST. Wynik zależy od kształtu odliczeń, sposobu ustalania polskiej podstawy opodatkowania oraz reakcji samych przedsiębiorstw.

Czytaj więcej:

Podatki Agnieszka Wnuk: Podatek cyfrowy wprowadzić trudno, ale jest nieunikniony

Pro

Istotne jest również to, kto faktycznie poniesie ciężar podatku (tzw. incydencja podatku). Formalnie podatnikiem będzie platforma cyfrowa, ale ekonomiczny ciężar daniny nie musi pozostać wyłącznie po jej stronie. Część podatku może zostać przeniesiona na reklamodawców, sprzedawców korzystających z marketplace’ów, a także pośrednio na konsumentów. To jeden z powodów, dla których efekty wprowadzenia nowej daniny należy ocenić empirycznie po kilku latach obowiązywania.

Polski podatek cyfrowy powinien być traktowany jako rozwiązanie przejściowe obowiązujące do czasu wypracowania skutecznych reguł globalnych, a jednocześnie poddawane okresowej ocenie pod kątem jego skuteczności i proporcjonalności.

O autorach

Marcin Jamroży, Paweł Felis

Dr hab. Marcin Jamroży - profesor SGH, dyrektor Instytutu Finansów SGH, doradca podatkowy.
Dr hab. Paweł Felis - profesor SGH, starszego wykładowcy w Instytucie Finansów SGH.