Skończyły się konsultacje projektu ustawy o nowym, wyższym podatku CIT od energetyki, który tylko dla niepoznaki nazywa się projektem ustawy o pomocy branży energochłonnej, która od lat cierpi z powodu wysokich cen energii elektrycznej i gazu i tym samym pogarsza się konkurencyjność polskiego przemysłu. Rząd planuje przeznaczyć na wsparcie energochłonnych firm łącznie 4,8 mld zł (800 mln zł w 2027 r., po 1,6 mld zł w 2028 r. i w 2029 r., a także 800 mln zł w 2030 r.).

Wyższy CIT zamiast podatku od zysków

Nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że nowa, wyższa i tymczasowa stawka podatku CIT od wybranych branż, paliwowych, gazowych i zajmujących się dystrybucją energii elektrycznej jest protezą podatku od zysków spółek energetycznych, podatku, którego wprowadzenie skierował do Trybunału Konstytucyjnego prezydent Karol Nawrocki.

Potok pieniędzy na pomoc dla firm może niechybnie zatrzymać się na wyśrubowanych barierach wejścia do systemu rekompensat, na co już teraz skarżą się spółki przemysłowe, a otwarcie mówi o tym m.in. Grupa Azoty, kontrolowana przez państwo. Projektodawca proponuje bowiem, aby ubiegający się o pomoc finansową najpierw wniósł zabezpieczenie w wysokości 120 proc. udzielonego wsparcia. Musiałby także przedstawić zamierzenia inwestycyjne (na które otrzymałby pieniądze) z pozytywną oceną techniczną już na etapie składania wniosku bez jakiejkolwiek gwarancji, że dostanie pomoc i w wymiarze, o który się ubiega. Dla firm, które zmagają się z trudną sytuacją finansową, wniesienie dodatkowych zabezpieczeń oraz wykonanie prac technicznych niejako „w ciemno” bez gwarancji, że się zwrócą, może skutecznie zniechęcić do ubiegania się o pomoc. Zbyt wiele warunków, zbyt wiele niepewności i ryzyka.

Pomoc może utknąć na barierach

Efekt? Tylko co zamożniejsze firmy będą składać wnioski i zapewne będzie ich niewiele. To spowoduje, że tylko część pieniędzy zostanie wydana na pomoc. Ministerstwo Finansów i Gospodarki za bardzo się z tym nie kryje. W uzasadnieniu do projektu ustawy jest wiele dowodów na to, że wyższy CIT to w istocie podatek od zysków spółek energetycznych związany z konsekwencjami wojny na Bliskim Wschodzie. Resort pisze wprost: „Działanie to, zmierzające w konsekwencji do zwiększenia dochodów budżetu państwa, powinno także zabezpieczyć wspomnianą wyżej potrzebę utrzymania podwyższonych wydatków na obronność, jak również pośrednio wpłynąć na realizację celów założonych ustawą o podatku od nadzwyczajnych zysków poprzez wprowadzanie ewentualnych kolejnych działań osłonowych”. Wygląda więc na to, że projekt ten to nic innego jak kolejny fiskalny mechanizm rządu mający zacerować dziurę budżetową.