Nawet o 1000 zł zdrożały refundowane leki dla pacjentów po transplantacjach, w tym zawiesiny dla dzieci. Majowa lista refundacyjna zmieniła dotychczas obowiązujące odpłatności za środki immunosupresyjne, czyli zapobiegające odrzuceniu przeszczepu, przeciwgrzybicze i antywirusowe, które podrożały nawet kilkaset procent.

Za valcyte zamiast 3,20 zł trzeba teraz zapłacić 1327,15 zł, a ceglar z 3,20 zł zdrożał do 1057,82 zł. Najmniejsza podwyżka wynosi kilkadziesiąt złotych – z 20 do 60 zł, które stanowią 200 proc. poprzedniej ceny.

Z podwyżek tłumaczył się wczoraj na zwołanym w tej sprawie posiedzeniu sejmowej Komisji Zdrowia wiceszef resortu Zbigniew Król. – Nowe leki, które weszły do refundacji jako pierwsze odpowiedniki, są tak samo skuteczne i bezpieczne jak leki oryginalne – uspokajał.

Na pytanie pacjentów, czy państwo zagwarantuje im, że zamienniki leków nie spowodują odrzucenia organu, odpowiedział, że są to leki z rejestracją Europejskiej Agencji Leków (EMA). – Nie mamy podstaw, by podejrzewać, że są nieskuteczne – mówił.

Tymczasem prof. Tomasz Grodzki, torakochirurg i transplantolog, autor pierwszego w Polsce udanego przeszczepu płatu płuca od żywego dawcy, senator PO, ma na ten temat inne zdanie: – Owszem, leki generyczne zawierają te same substancje, jednak jej nośnik jest inny. Ludzie po przeszczepach mają zmniejszoną odporność i jeśli po latach przyjmowania leku oryginalnego nagle przestawia się na generyczny, mogą u nich wystąpić groźne objawy uboczne, łącznie z odrzuceniem przeszczepu – tłumaczy prof. Grodzki.

Jego zdaniem w przypadku niektórych organów, takich jak wątroba czy serce, oznacza to śmierć pacjenta.

Przewodniczący Komisji Zdrowia Bartosz Arłukowicz pytał z kolei o przeciwwirusową zawiesinę valgancycloviru dla dzieci. Przekonywał, że tani lek generyczny w tabletkach nie jest dobrym zamiennikiem, bo nie da się go odpowiednio dawkować, co w przypadku dzieci możliwe jest tylko pod postacią zawiesiny.

Arłukowicz twierdzi, że nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla podwyższania cen leków dla ludzi po przeszczepach, zwłaszcza że ich liczba jest zamknięta – 15 tysięcy osób.

Współpraca: Łukasz Lubański