Tego rodzaju systemy mają zabezpieczyć prywatny teren przed bezprawnym wtargnięciem drogą powietrzną. Niewielkie drony mogą być wykorzystywane do szpiegowania, ale również ich obecność może być efektem bezmyślności właściciela i operatora — tak jak działo się to ostatnio w okolicach polskich lotnisk.
Instalacja wykorzystuje różne czujniki — na podczerwień, radarowe, kamery oraz radionamierniki do wykrycia oraz identyfikacji niewielkich maszyn latających. Wykrycie drona jest możliwe z odległości nawet 10 kilometrów. Analiza „zachowania" obiektu pozwala na określenie poziomu zagrożenia. Wszystko dzieje się w pełni automatycznie.
Jeżeli system antydronowy uzna, że pojazd jest niepożądany, uruchamia zestaw do zakłócania komunikacji. Blokowana jest m.in. transmisja sygnałów na częstotliwościach wykorzystywanych do sterowania dronem przez radio. Inne systemy radiowe — na przykład wykorzystywane przez telefonię komórkową — nie są zakłócane. System potrafi nawet przejąć kontrolę nad intruzem i zmusić go do lądowania w wybranym miejscu.
Nawet jeżeli dron jest samodzielny i nie wymaga sterowania z ziemi, system Airbusa jest w stanie wpłynąć na jego działanie. Umożliwia to moduł zakłócający działanie pokładowego odbiornika GPS drona. Co więcej, dzięki radionamiernikom, instalacja antydronowa jest w stanie określić pozycję pilota. To umożliwia policji aresztowanie człowieka, który swoimi działaniami zagraża bezpieczeństwu np. lotniska.
— Na całym świecie mieliśmy do czynienia z incydentami z udziałem niewielkich uniwersalnych dronów. Ujawniły one luki w ochronie krytycznych instalacji, takich jak koszary, lotniska, czy elektrownie jądrowe — mówi Thomas Müller z Airbus Defence and Space. — Mamy technologie, które możemy zintegrować, aby stworzyć system ochrony działający szybko i pewnie, bez niepotrzebnych fałszywych alarmów.