„Przyszłość Centrów Handlowych” to tytuł raportu przygotowanego przez PRCH wraz z firmą badawczą GfK. Czy, po co i komu potrzebne będą duże galerie?

Przygotowaliśmy ten raport, ponieważ chcieliśmy przeanalizować, co dzieje się na rynku, kiedy wokół słychać o zagrażajacym nam handlu w internecie, jakie są oczekiwania klientów, przed jakimi wyzwaniami centra stoją, w jakim kierunku powinny się rozwijać.

Kluczowym wnioskiem jest to, że obiekty handlowe – i te duże, i te małe – powinny mieć w centrum uwagi klientów. Szczególnie że mamy kilka różnych grup, a każda ma swoje oczekiwania i musimy jako branża się do nich dostosować. To silent generation, baby boomers, pokolenie „iksów”, milenialsi i pokolenie Z. Ci najstarsi konsumują i są najbardziej tradycyjni, ci na poziomie „iksów” są bardziej skupieni na tych dobrach, których nigdy nie mieli, szukają marek, luksusu, z kolei millenialsi przywiązują dużą wagę do kwestii środowiskowych, a „zetki” funkcjonują już w pełni w rzeczywistości internetowej.

Przy wysokim już poziomie nasycenia rynku naszym zadaniem jest szycie na miarę. Z dużymi i małymi centrami handlowymi będzie dobrze, jeśli będziemy wiedzieć, jak spełnić te różne potrzeby, jakie mają poszczególne pokolenia, jak dać różnorodność i zadbać o aspekt społeczny, który zwłaszcza po pandemii stał się ważny. Musimy też dopasować ofertę do danej lokalizacji.

Jeszcze przed pandemią wiele galerii inwestowało w rozbudowę części gastronomiczno-rozrywkowych rozumiejąc, że centrum handlowe musi być czymś więcej, niż wynikałoby to z jego nazwy. Na co przede wszystkim branża musi stawiać w aspekcie pozahandlowym?

Chciałabym podkreślić, że nasz raport nie jest laurką i w tym przypadku pojawiła się łyżka dziegciu. Obecna oferta w zakresie funkcji społecznych ogranicza się w zasadzie do części gastronomicznych zdominowanych przez sieci fast foodów, do kin oraz klubów fitness. Tymczasem 30 proc. respondentów odpowiedziało, że to jest zdecydowanie za mało, by stworzyć miejsca spotkań. Mamy więc bardzo dużą grupę klientów, której jako właściciele centrów handlowych nie zagospodarowaliśmy.

To wyraźny sygnał dla branży, że coś z tym trzeba zrobić, że coś poszło nie tak. Musimy się nad tym pochylić i ponownie to przeanalizować, jeżeli cały czas chcemy przyciągać klientów i rosnąć – a przecież to jest naszym celem.

Pytanie o przyszłość centrów handlowych pojawia się od lat, straszą obrazki z USA, gdzie takie obiekty niszczeją. W Polsce wyzwań nie brakowało, od likwidacji niedziel handlowych, przez pandemię i administracyjne ograniczanie działalności galerii, po obecny czas wysokiej inflacji i obaw związanych z rosyjską napaścią na Ukrainę. Jak obecnie radzą sobie centra, biorąc pod uwagę odwiedzalność, obroty sklepów oraz wskaźnik konwersji – czyli tego, ile pieniędzy odwiedzający zostawiają?

Sytuacja jest bardzo dynamiczna i chyba jeszcze nie możemy jednoznacznie stwierdzić, że wróciliśmy do czasów sprzed pandemii. Rosnące stopy procentowe, wojna w Ukrainie – cały czas mierzymy się z jakimiś wyzwaniami. W okresie od maja do grudnia ub.r. średnia odwiedzalność siegnęła plus minus 92 proc. tego, co w analogicznym okresie 2019 r., a obroty sięgnęły niemal 100 proc. Oczywiście to się różnie rozkłada w różnych miastach.

Ten rok zaczął się nieźle, ale pojawił się omikron i kwarantanny. Luty zawsze jest trudnym miesiącem, a dodatkowo wybuchła wojna, która zaburzyła poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Marzec i kwiecień to poprawa; zagregowanych danych jeszcze nie mamy, ale na podstawie tego, co widzę w naszych centrach (Anna Malcharek jest dyrektorem zarządzającym Gemini Holdingu – red.) odwiedzalność i obroty rosną.

Po pandemii to, czego ludziom potrzeba, to kontakt z innymi ludźmi. Pamiętajmy też, że do Polski napłynęli uchodźcy z Ukrainy i część z nich tu zostanie na dłużej – to dodatkowi konsumenci.